Translate

sobota, 23 grudnia 2017

Boże Narodzenie A.D.2017

Witajcie Moi Drodzy,

Wiem, że już dawno nic nie publikowałem. Nie czas tu i miesjce pisać dlaczego tak się stało.
Bo dziś... pora na życzenia świąteczne.

Życzę Wam wszystkim przede wszystkim zdrowia i pogody ducha, bo to są wartości chyba najważniejsze. Choć nie, najważniejsza jest miłość, ale o nią dla Was się nie martwię. Jeśli tylko będziecie wytrwali i otwarci, na pewno do Was przyjcie. Ta prawdziwa i jedyna. Ta, dla której warto jest żyć i czekać. Ta... REAL LOVE.

I niech jutrzejszy dzień, czyli Wigilia świąt, przypomni nam, skąd to wszysto mamy. Mamy to bo żyjemy. I to jest najwyższy z darów. No może poza wolną wolą :)

Zatem raz jeszcze: zdrowych, radosnych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia. I Do Siego roku 2018. Niech Wam się wiedzie przez te kolejne 12 miesięcy.


Pozdrawiam serdecznie w ten deszczowy przedwigilijny dzień,
Robert Piotr (Marek) Młynarczyk

sobota, 12 listopada 2016

Dobra ankieta czyli marketingowcy do roboty!

Dziś o dobrej ankiecie w kontekście badania opinii klientów.
Generalnie nie stronię od ankiet, a nawet chętnie je wypełniam, nawet za darmo. Właśnie miałem okazję takową wypełnić. Zostałem do niej zaproszony będąc na zakupach w jednym z marketów budowlanych. Miła pani wręczała przy wejściu malutkie ulotki o tym informujące.

I tu pierwsza uwaga, czy też pretensja (wszak jak tak "lubię" się czepiać).

Ulotka nie była profesjonalna! Jedyne co można pochwalić to jej kolorystyka, która odpowiadała brandingowi firmy. Ale wszytko inne... do kitu. No może kilka teksów można by uznać za poprawne, ale za niedopuszczalne uznaję:
- wielkość ulotki: wysokość 6 cm, długość od 82 do 90 mm !!! – w moim odczuciu zdecydowanie za mało
- nierówno poucinane brzegi, co sugerowało, że została ona wycięta nożyczkami z większego szablonu
- mikroskopijna informacja tekstowa o nagrodach – to że jest do wygrania „100 zł dziennie” i „2000 zł raz w miesiącu” dopatrzyłem się dopiero po dobrych kilku sekundach, a wysokość wyrazów o tym mówiących to jeden milimetr  (z dokładnością do działki mojej linijki).
Jednym słowem... „nie najlepiej”, żeby nie powiedzieć „żenada” ;-)
Ale ale, to jeszcze nie koniec moich pretensji.
Bo wypełniłem w Internecie stosowną ankietę (ta była całkiem poprawna, widać przygotowana przez specjalistów – ich logo znalazło sie zresztą na wspomnianej wcześniej ulotce), ale co zobaczyłem na jej koniec było „dużym zaskoczeniem”. Były to miłe słowa podziękowania za wypełnienie ankiety, czyli:
Dziękuję uprzejmie za poświęcony czas.
Każdą Państwa opinię wezmę pod uwagę, aby w przyszłości zapewniać jeszcze lepszą ofertę i obsługę. 
Pozdrawiam i do zobaczenia.
/i tu nazwisko dyrektora sklepu w Warszawie/
któremu towarzyszyło zdjęcie pana dyrektora. I to tego zdjęcia mam właśnie pretensji. Bo rzeczony pan wyglądał smutnawo, jakby był zatroskany. Jakby mówił z ekranu: „nie wyrobię cyfry w tym miesiącu, bo zrobiłeś zakupy tylko za 24,70 zł” (taka była wartość mojego paragonu). 
Czy to najlepszy przekaz?
Czyż nie lepiej żeby buźka była uśmiechnięta, pozytywna...?
Oj lepiej, powiadam Wam! Lepiej.
To wręcz konieczne dla tworzenia dobrego wizerunku firmy.
Bo czyż chcemy mieć wrażenie że pracują tam ludzie nieszczęśliwi.
Wątpię!


Dlatego, jeśli planujecie podobną akcję marketingową, to proponuję dwa wyjścia:

 A.
Jeśli macie mało kasy to zróbcie co tylko można sami, ale czego nie można, to powierzcie to profesjonalistom. Jednak dobrze się zastanówcie nad podziałem pracy, gdyż ma to naprawdę duże znaczenie.
B.
Wynajmijcie profesjonalistów, choć  im też czasami trzeba „patrzeć na ręce”. No bo weźmy tę profesjonalną firmą od internetowych ankiet. To przecież oni wsadzili nieodpowiednie zdjęcie dyrektora do finalnego podziękowania. Tak więc ktoś od nich nie zwrócił na to uwagi, względnie się bał to zrobić. Ale w takich sprawach nie wolno się bać. To duże przewinienie. No chyba że... i to jedyna możliwość usprawiedliwiająca, że dyrektor uparł się jak osioł żeby właśnie tego zdjęcia użyć. Aaaa... to przepraszam, wtedy to jego wina. Ale tylko wtedy!
Bo pamiętajmy, że większość informacji dociera do nas poprzez wzrok. Powiada się że to nawet do 80%.

Chyba warto tu przytoczyć fragment jednego z moich poprzednich wpisów, dokładniej z 05-08-2014. Napisałem tam m.in.:

Zatem... do wszystkich, którzy szastają swoim wizerunkiem.

1. Jeśli stać cię na ulotki za kilkaset złotych lub więcej, to powinno cię też stać na "profesjonalnego"  fotografa, który cyknie fotki zawodowo!
Słowo "profesjonalnego" specjalnie zostało ujęte w cudzysłów, żeby podkreślić iż nie musi to być fotograf, który z tego żyje, bo taki to weźmie za sesję pewnie minimum 5 stów. Wystarczy, że ktoś będzie miał pojęcie o fotografii, a na pewno będzie miał lepszy sprzęt niż najprostszą idiotkamerę czy telefon komórkowy (niektóre wspomniane wcześniej zdjęcia wyglądały właśnie tak, jakby takim sprzętem je zrobiono!)

2. Jeśli nie stać cię na jw., zrób sobie kilkanaście lub kilkadziesiąt zdjęć (najlepiej w różnych warunkach, różnym sprzętem i przez różne osoby!) i wybierz najlepszą fotę.

3. Staraj się podczas fotografowania mieć miły wyraz twarzy. Uśmiechnij się, po prostu. Jeśli masz z tym trudność to zwizualizuj sobie, że wygrywasz szóstkę w totka lub przypomnij sobie jak spoglądałeś/-aś na swoją pierwszą sympatię. To powinno pomóc.


 Oto więc moje rady na wypadek gdybyście wybrali wariant A.
- ulotka powinna w czytelny sposób przekazująca swoje najważniejsze treści i dobrze przy tym wyglądać (nie za mała, profesjonalnie wydrukowana i obcięta, koniecznie z firmową kolorystyką i logiem)
- wszystkie pytania ankiety muszą być przemyślane i precyzyjne (to niby oczywista oczywistość, a jednak nie wszyscy o tym pamiętają)
- jeśli ulotka czy ankieta ma jakieś ekstra dodatki, np. zdjęcia, to musza one odpowiadać celowi ich użycia.
A właśnie!!! Bo może moje poprzednie słowa o kiepsko wybranym zdjęciu opierało się na niewłaściwym założeniu? Może „twórcy” ankiety chcieli wywołać w odbiorcy (wypełniających ankietę) poczucie współczucia w stosunku do dyrektora i w ten sposób zachęcić do zakupów.
Jeśli tak było, to im się perfekcyjnie udało!

Tak czy siak, dla tych wszystkich, którzy coś chcieliby realizować swoim sumptem lub kontrolować wynajętą agencję, a nie czuli się zbytnio na siłach aby sami to robić, oferuję swoją pomoc. W Warszawie osobistą (ale tylko po 17:00 lub weekendami), z innych miejsc zdalną. 
Jeśli tylko „zleceń” nie będzie zbyt dużo obiecuję że będziecie mogli na mnie liczyć.

Nie myślcie tylko, że będę Wam poświęcał swój czas bezpłatnie.
Każda rozpoczęta godzina mojej „konsultacji” to 100, 200 lub 300 zł (przy czym cena zależy od tego czy firma jest duża czy mała - ocenię to osobiście po wyglądzie strony internetowej zleceniodawcy), przy czym płatność będzie podzielona na dwie części:

- 50% na rzecz organizacji pożytku publicznego wskazanej przez Zleceniodawcę
- 50% na rzecz organizacji pożytku publicznego wskazanego przez mnie.

Zaprasza do współpracy!


A jako ilustrację omawianego tematu pewna infografika "skradziona" z netu:


sobota, 28 maja 2016

Wegetarianizm


Dziś wielkanocne żniwo – książka, która mi wpadła wtedy w łapy, czyli „700 przepisów kuchni wegańskiej” pani Agnieszki Biernat.
Pozwolę sobie zacytować małe, co nie, co z tej pozycji znajdujące się na początku jej treści. Książka, co prawda wydana została w roku 2002, ale myślę, że nie zmienia to zasadniczo przytoczonych poniżej faktów. Jest to wybór tych oczywistych faktów. W książce jest ich zdecydowanie więcej.
A więc tak…

/cytuję/

Liczba ludzi na świecie, którzy umrą w wyniku niedożywienia w tym roku: 20 milionów.
Liczba ludzi, których można by nakarmić do syta, gdyby Amerykanie ograniczyli spożycie mięsa o 10%: 100 milionów.

Odsetek kukurydzy uprawianej w USA, spożywanej przez:
- ludzi: 20%
- zwierzęta hodowlane: 80%

Odsetek owsa uprawianego w USA zjadanego przez zwierzęta hodowlane: 95%
Odsetek białek marnowanych w cyklu przetwarzania ich w białka zwierzęce: 90%

Ilość ziemniaków, które można wyprodukować na 0,4 hektara ziemi: 18000 kg.
Ilość wołowiny, którą można wyprodukować na 0,4 hektara ziemi: 112,5 kg  (160 razy mniej !!!)
Odsetek ziemi uprawnej w USA przeznaczonej na produkcję wołowiny: 56%.

Ilość zboża i ziaren soi potrzebnych do wyprodukowania 1 kg mięsa wołowego z hodowli fermowej: 12 kg

Do wyprodukowania kilograma mięsa potrzeba średnio 19 000 litrów wody. 
Dla wyprodukowania kilograma pszenicy potrzeba 190 litrów wody (100 razy mniej!!!).
Ilość ekskrementów produkowanych przez inwentarz żywy w USA: 20-krotnie większa niż cała ludność tego kraju.

Przeciętne ryzyko śmierci na zawał serca w USA (a jest to najczęstsza przyczyna śmierci): 50%
- u Amerykanina nie jedzącego mięsa: 15%
- u Amerykanina nie jedzącego mięsa, jajek i nabiału: 4%
Konsument ponad połowy wody używanej do różnych celów w USA: hodowcy zwierząt i przemysł mięsny.


Ilość wody potrzebnej do wyprodukowania funta (ok. 0,45 kg) pszenicy: ok. 114 litra.
Ilość wody potrzebnej do wyprodukowania funta (ok. 0,45 kg) wołowiny kalifornijskiej: ok. 22750 litrów (200 razy więcej!!!).

Ilość kalorii pochodzących z paliw kopalnych potrzebnych do wyprodukowania:
- 1 kalorii białka z wołowiny: 78 kalorii
- 1 kalorii białka z soi: 2 kalorie (39 razy mniej!!!)

Liczba zwierząt zabijanych na mięso w ciągu 1 godziny w USA: 660 000.

Zawód o najwyższym wskaźniku rotacji w USA: pracownik rzeźni.
Najbardziej niebezpieczny zawód (pod względem zranień, obrażeń i wypadków przy pracy) w USA: pracownik rzeźni.

Podsumowując, ograniczanie spożycia mięsa do minimum i późniejszy wegetarianizm, to optymalne sposoby odżywiania dla człowiek. Nie mam co do tego żadnej wątpliwości.
I to właśnie Wam rekomenduję!


PS.
Ideę wegetarianizmu niesie też chrześcijański dekalog. Wszak 5. przykazanie to: "nie zabijaj". Nie mówi ono: "nie zabijaj ludzi". A więc...

sobota, 7 maja 2016

Mikołajek w kinie


Byłem jakiś czas temu w kinie na najnowszej części Gwiezdnych Wojen czyli na Przebudzeniu Mocy. Film fajny, naprawdę mi się podobał, choć z dubbingiem, ale nie o tym chciałem.
A chciałem o zachowaniu naszych mikołajków, naszej… przyszłości – dzieci, tudzież ich rodziców.
Po pierwsze ktoś z widzów, i mogę się założyć o sporą sumkę, że to jakieś dziecko było, wywaliło całą pokaźną tackę z nachos’ami i przynależnymi im sosami na podłogę. Aż żal mi się zrobiło, jak całe to pobojowisko zobaczył młodzieniec z ekipy sprzątając. Nie zazdrościłem mu, oj nie!

Ale to drobiazg, idźmy dalej.
Nie mam nic przeciwko temu – to normalne, że z ust któregoś z rodziców padło na początku filmu „dawno dawno temu, w odległej galaktyce…” Ale po kilku minutach to się skończyło, wszak była to wersja z dubbingiem.
Ale to że jakiś szkrab w jednej z kluczowych scen filmu powiedział „zaraz zginie Han Solo”, to już się „zdegustowałem”.
Ale najbardziej wkurzające było to, że jakieś dziecko, które siedziało za mną, cały czas kopało w mój fotel, znacznie odbierając mi przyjemność oglądania filmu. I zaręczam nie było to przez pięć minut, czy kwadrans, ale od pierwszej do ostatnie sceny co kilka sekund w moje oparcie lądował solidny kopniak, który dało się wyraźnie odczuć. Zgroza!

I jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że siedząca obok matka (chociaż nie, nie wiem czy to była matka, ale kobietą raczej była na pewno) tego nie widziała!  Gdzie jej obserwacja i wzięcie odpowiedzialności za to co robi dziecko znajdujące się pod jej opieką?!? 
W głowie mi się to nie mieści.

Przez pewną część filmu zastanawiałem się czy nie wstać, podejść do tego bachora (choć to słowo ma zupełnie inną etymologię niż by się należało spodziewać) i powiedzieć tak: „jak nie przestaniesz kopać w mój fotel, to tak dostaniesz w baniak, że popamiętasz do końca życia”, ale tego nie zrobiłem. I to bynajmniej nie ze strachu. Uznałem, że technicznie jest to niemożliwe do przeprowadzenia. Fotele są wysokie, w kinie jest bardzo głośno, są widzowie, którzy chcą w spokoju oglądać projekcję. Wątpliwe aby moje działania były skuteczne, a na pewno nie optymalne.

Co więc zrobiłem, a właściwe zrobię?
Otóż, przy najbliższej nadarzające się okazji (myślę że nawet dziś) wydrukuję sobie wizytówki, na których awersie będzie moje logo i nazwa domeny internetowej bloga, a na drugiej stronie zdanie: „Ludzie nie lubią być pouczani, ale…………………. „ I będę wykorzystywał taki kartonik na zostawienie informacji osobom, co do których zachowania mam zastrzeżenia. Czyli uważam je za nieprzemyślane tudzież nawet głupie.
I następnym razem w podobnej sytuacji w kinie, taka mama dostanie karteczkę podczas seansu treść: „Ludzie nie lubią być pouczani, ale za dziecko trzeba brać odpowiedzialność więc nie powinno się pozwalać aby kopało w fotel siedzącego przed nim widza".
I może będzie miała latarkę w swoim smartfonie aby to przeczytać. I być może natychmiast wcielić w życie.

To tak, ku przemyśleniom.
Pozdrawiam.

PS.
A najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że dzieci uczą się zachowań od dorosłych. Czego mamy więc od nich oczekiwać jak dorosną za kilkanaście lat? Obawiam się ze w większości przypadków niczego dobrego,  niestety ;-(

A co do „moich wizytówek” to mam jeszcze 2 "zdania" do powszechnego stosowania:
- "Ludzie nie lubią być pouczani, ale jeśli dziecko wkłada do ust swoje brudne ręce tudzież inne przedmioty, to na pewno  nie jest to zachowanie korzystne dla jego zdrowia"

- „Ludzie nie lubią być pouczani, ale prawie każdy zajmujący zewnętrzne miejsce do siedzenia przyczynia się do większego tłoku w autobusie. Bo prawie każdy nawet na 2-3 przystanki by przysiadł"


czwartek, 28 kwietnia 2016

Humor z extraklasy

Witam w przeddzień piątku przed dłuuuugim weekendem.
Mam nadzieję, że przez tych kilka następnych wolnych dni uda mi się zrobić wpis albo dwa, choć mam już liczne plany. Ale liczę, że się uda.

Na dziś, coś zabawnego.
Jest to troszkę wulgarne, ale ufam, że mi to wybaczycie i że uchichracie się przynajmniej w połowie
tak, jak ja.

Zatem.... zapraszam i do zobaczenie wkrótce.
 





piątek, 18 grudnia 2015

Aniołek.pl czyli biznesowo-pożytecznie

Siedząc niedawno w Cukierni Sowa (polecam tam szczególnie lody cytrynowe i malinowe oraz torcik dacquoise - oj, wyborne są one niesłychanie!) w Centrum Handlowym Reduta, zobaczyłem pewną Aniołkę przechadzającą się niespiesznie i sprzedającą opłatek świąteczny. "Jaka piękna Aniołka" - pomyślałem i niedługo potem zdecydowałem się zagadać.

I cóż się okazało?
Otóż przemiła i wielkiej urody Aniołka działała na rzecz pewnej firmy, która część dochodu ze sprzedaży opłatków (niestety nie wiem ile, mam nadzieję, że więcej niż 5%) przeznacza na wsparcie m.in. Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii im. prof. Zbigniewa Religi.

Kiedy się o tym dowiedziałem od razu zdecydowałem się na zakup, choć jeszcze nie znałem ceny opłatka. Okazało się, że sam opłatek kosztuje 8 zł, a taki z siankiem 12 zł. Wydało mi się to nie dużo, zatem kupiłem ten z siankiem.
I jestem z tego powodu bardzo zadowolony.

Co zaś mógłbym zasugerować wszystkim Aniołkom działającym w takiej formule (czyli przeznaczającymi część zysków na cele charytatywne), a właściwie ich mocodawcom?
TRZEBA O TYM FAKCIE KONIECZNIE INFORMOWAĆ!
Bo jestem pewny, że gdyby ludzie o tym wiedzieli, sprzedaż byłaby od razu o 200% większa.

Tak wiec zalecam użycie np. widocznych z oddali chorągiewek z informacją i logo fundacji, którą się akurat wspiera.
I będzie git!


WESOŁYCH ŚWIĄT I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!

Aha... i zapraszam na www.aniolek.pl