Na chwilę przed świątecznym wielkanocym śniadankiem chciałem powiedzieć, jak moim zdaniem powinno się świętować.
I wcale mi chodzi mi o to, żeby się nie objadać, bo to się taczej nie uda ;) ale o to żeby się dzielić z innymi. Także jedzieniem, ale przede wszystkim istnieniem, że się tak wyrażę.
W świętach oprócz radości ja widzę zawszse też nutkę smutku. Sprawiają to ludzie samotni. Tacy, co to nie mają do kogo przysłowiowej gęby otworzyć by zamienić choćby kilku słów. Oni mają to na codzień, ale myślę sobie, że w święta jest to szczególnie bolesne.
Wiem, że jest wiele akcji organizowanych prze Caritas oraz inne organizacje, a nawet restauracje czy osoby prywatne, ale nie mają one charaktru powszechego, a poza tym dają one tylko namiastkę normlanego świetowania, takiego, jakie się pamięta z dzieciństwa i za którym się tęskni.
Dlatego ja widziałbym to tak. Apel ten gównie do Chrześcijan, ale także do wszystich ludzi dobrej woli.
1. W każdej parafii powinno się znaleźć ogłoszenie, powiedzmy na miesiąc przed świętami, że orgnizowane "święta dla samotnych w domach Chrześcijan" i uprasa się zarówno jednych i drugicz (czyli tych samotych właśnie oraz tych, co to mogą samotną osobę przyjąć na tych kilka godzin do swojego domu).
2. O tym ogłosznieu powinno się informować podczas każdej ze mszy i zachęcać oczywiście do wzięcia udziału w tej akcji.
3. Na 3 dni przed świętami powinno się zebrać jednych i drugich (oczywiscie nie fizycznie, wystarczyłoby mieć ich nazwiska i adresy, tydzież numery telefonów) i odpowidnio ich sparować. Odpowidnie ogłoszenie mogłoby się znaleźć na tablicy ogłoszeń, np. w Wielką Sobotę. Wtedy wszyscy przychodzą święcić pokarmy!
4. Cieszyć się z "dobrego uczynku", bo na 100% ktoś nie pozostałbym samotnym w święta. Jeśli byłaby to tylko jedna osoba, to też warto!
5. Podsumować po 2-3 tygodniach tę akcję i zapowiedzieć że będzie ona kontynuowana w kolejnych latach.
I to wszystko.
I osobiście żarliwie bym się pomodlił, aby to się udało.
I kończąć już jeszcze tylko dwie sprawy:
1. Wesołych Świąt, moi mili. Miłości, zdrowia i radości (w takiej właśnie kolejności) Wam życzę!
2. Rok temu, w Wielką Sobotę, zrobiłem ważny, z mojego puntku widzienia wpis. Sięgnijcie do niego, bardzo proszę - http://praktykaoptymalizacji.blogspot.com/2014/04/moi-drodzy-parafianie.html
PS.
Są jeszcze bezdomni, którzy smucą mnie jeszcze bardziej. Ale o nich powiem przy okazji opisywania idee fix 3.
Blog o rzeczach i sprawach, które można (z)robić lepiej. Pomyśl, nim coś zrobisz! Think better - better think!
Translate
niedziela, 5 kwietnia 2015
środa, 1 kwietnia 2015
INCEPCJA istnieje, czyli jak jednym e-mail zmienić świat
"Incepcja jest możliwa" - to zdanie wypowiada Leonardo DiCapio w filmie Christophera Nolana.
I wiecie co Wam powiem?
To chyba prawda!
Bo chyba sam doznałem takiego stanu.
Dostałem bowiem maila. Zawierał dość "interesującą" treść. Bardzo interesującą, jak to oceniłem po długiej reflekcji.
Co gorsza, czym więcej się nad nią zastanawiałem, tym bardziej mnie ona zajmowała. Ba, tym bardziej zostawałem ją porywany. Rozmyślałem nad nią kilka godzin, a potem podjąłem decyzję.
To ważna decyzją. To... zobowiązanie. Że postaram się nie dać umrzeć tej idei. Bo jest ona naprawdę wzniosłą. No i ma zwiazek z ideą naprawiania rzeczywistości. Czyli muszę ją wesprzeć. Wesprzeć z całych sił.
Co to za idea i co będę miał Wam do powiedzenia w jej temacie ujawnię 10 maj.
Tak więc zajrzyjcie do mnie tego właśnie dnia, a poznacie sposób jak będzie można zmienić rzeczywistość.
Im dłużej nad tym myślę, tym bardziej uświadczam się w przekonaniu że "to" się może udać.
Jeślibyście tylko, drodzy Internauci, wsparli tę inicjatywę.
Tak więc prosże Was - nie przegapcie 10 maja. To może być ważna sprawa w dziejach Polski.
ZAPRASZAM!
PS.
A jeśli ktoś nie widział filmu Incepcja, to osobiście go polecam. Pomimo nieco naciąganego scenariusza, film naprawdę świetny, bardzo dobrze zrealizowany. Warty zabaczenia na 120%!
I wiecie co Wam powiem?
To chyba prawda!
Bo chyba sam doznałem takiego stanu.
Dostałem bowiem maila. Zawierał dość "interesującą" treść. Bardzo interesującą, jak to oceniłem po długiej reflekcji.
Co gorsza, czym więcej się nad nią zastanawiałem, tym bardziej mnie ona zajmowała. Ba, tym bardziej zostawałem ją porywany. Rozmyślałem nad nią kilka godzin, a potem podjąłem decyzję.
To ważna decyzją. To... zobowiązanie. Że postaram się nie dać umrzeć tej idei. Bo jest ona naprawdę wzniosłą. No i ma zwiazek z ideą naprawiania rzeczywistości. Czyli muszę ją wesprzeć. Wesprzeć z całych sił.
Co to za idea i co będę miał Wam do powiedzenia w jej temacie ujawnię 10 maj.
Tak więc zajrzyjcie do mnie tego właśnie dnia, a poznacie sposób jak będzie można zmienić rzeczywistość.
Im dłużej nad tym myślę, tym bardziej uświadczam się w przekonaniu że "to" się może udać.
Jeślibyście tylko, drodzy Internauci, wsparli tę inicjatywę.
Tak więc prosże Was - nie przegapcie 10 maja. To może być ważna sprawa w dziejach Polski.
ZAPRASZAM!
PS.
A jeśli ktoś nie widział filmu Incepcja, to osobiście go polecam. Pomimo nieco naciąganego scenariusza, film naprawdę świetny, bardzo dobrze zrealizowany. Warty zabaczenia na 120%!
wtorek, 31 marca 2015
Zaspany miś czyli wiosenne porządki A.D.2015
Kurcze... jak ten czas gna! A może to nie czas, tylko my gnamy.
Pomyśleć, że kilka tygodni temu miałem zamiar zrobić wpis na pierwszy dzień wiosny - "uporządkować kilka spraw", a dziś się okazało, że wiosnę już mamy od ponad tygodnia. Ależ ze mnie gapiszczon! Aż wstyd.
Jak widać jestem jak ten zaspany miś, co się przebudził z zimowego snu i zastanawia się ktróy borsuk zasunął mu odłożone w gawrowej lodówce ryby ;-)
Ale już się obudziełem, zatem do dzieła!
A więc tak....
Nie wiem czy dziś zdążę to zrobić, raczej nie, ale w ciągu najbliższych dni pojawią się nowe strony mojego bloga.
Będą to:
Pomyśleć, że kilka tygodni temu miałem zamiar zrobić wpis na pierwszy dzień wiosny - "uporządkować kilka spraw", a dziś się okazało, że wiosnę już mamy od ponad tygodnia. Ależ ze mnie gapiszczon! Aż wstyd.
Jak widać jestem jak ten zaspany miś, co się przebudził z zimowego snu i zastanawia się ktróy borsuk zasunął mu odłożone w gawrowej lodówce ryby ;-)
Ale już się obudziełem, zatem do dzieła!
A więc tak....
Nie wiem czy dziś zdążę to zrobić, raczej nie, ale w ciągu najbliższych dni pojawią się nowe strony mojego bloga.
Będą to:
- dlaczego?
- rekomendacje
- cytaty
- co dalej?
Tak więc zapraszam, bo myśle że to podniesie jakość mojego bloga.
A skoro o nim mowa, to dziękuję wszystkim odwiedzającym za obecność. Mój licznik przekroczył ponad 4300 odsłon, co mnie niezmiernie cieszy. Bo jeśli treści tu zawarte choć co setną osobę zmobilizują do myślenia, to będę to uważał za osobisty sukces.
Zatem dziękuję i pozdrawiam, moil mili.
Trzymajcie się cieplutko!
poniedziałek, 30 marca 2015
Make love not war - czyli jak zaprowadzić pokój na świecie
Witajcie po długiej przerwie!
Powody tego były zasadniczo dwa. Mój notebook, staruszek Asus X51R odmówił posłuszeństwa, a po drugie... kiedyś tam obiecywałem że nie będę pisał o bzdurach. A przynajmniej nie do czasu, kiedy zajmę się kilkoma poważnymi sprawami. No i jak już zacząłem myśleć jak je rozwiązać (te poważne problemy), to moja prawie łysa czacha zaczęła dymić że aż straż pożarna musiała przyjechać gasić ten niecodzienny pożar ;-)
No nie... żartuję. Tak źle nie było, choć naprawdę musiałem wysilić umysł przeprowadzając kilkakrotnie burzę jednego mózgu.
No i poza tym jeszcze przez dwa tygodnie byłem chory. Tak więc wybaczcie. Teraz powinno pójść już lepiej z tym moim "nikomu niepotrzebnym" blogiem.
A więc...
Mając do wyboru głód na świecie i wojny, o których kiedyś wspominałem, wybrałem to drugie. Dlaczego tak, opowiem przy okazji pomysłu na rozwiązywanie problemu głodu na świecie, choć liczę, że część z Was sama na to wpadnie.
Jak więc rozwiązać konflikty zbrojne na naszej planecie?
Mam 3 rozwiązanie tego problemu. Omówię teraz pokrótce każde z nich.
Aha... pominę dwa pomysły które uważam ze niewarte omówienie. Są to przestępcze przejęcie władzy na świecie (choć z drugiej strony jest takie powiedzenie, że "cel uświęca środki") oraz działanie siły wyższej, czyli np. kosmitów.
A więc "normalne" sposoby zakończenia konfliktów zbrojnych na świecie przedstawiają się następująco:
1. Wspólpraca międzynarodowa
To prosta koncepcja. Opiera się na tym, że liderzy powiedzmy 30 najpotężniejszych państw świata zbierają się do kupy i postanawiają iż "kończą wszystkie konflikty zbrojne", choćby za cenę nowych, ale krótkotrwałych walk z grupami, które nie chcą się rozbroić i poddać na apel społeczności międzynarodowej.
Tak, to trochę radykalny sposób, bo zakładałby eskalację działań wojennych. Ale liczę, że byłaby ona krótkotrwala. Oczywiście wymagałaby ona podjęcia wszelkich działań zmierzających do realizacji celu głównego.
Uważam ten sposób za możliwy do realizacji, ale niestety dość mało nierealny. Niestety!
Nie wszystkim bowiem zależy na wygaszeniu konfliktów zbrojnych. Ba, są tacy którzy je podsycaja lub nawet wywołują. Bo z nich żyją. I to zarówno osoby prywatne, jak i rządy państw.
2. Trzech filantropów czyli ogólnoświatowy spisek ludzi dobrej woli
Ten sposób opiera się na działaniach kilku miliarderów - założyłem że trzech, którzy zaangażowali by się osobiście (także swoim majątkiem) w relizację tego szczytnego celu.
Sposób działana widziałbym dwutorowy:
- stworzenie gazu usypiającego nie powodującego znaczących działań ubocznych - plan A
- opracowanie sposobu neutralizacji prochu lub innego materiału wybuchowego miotającego stosowanego w nabojach broni palnej - plan B
No i po kilkuletnich pewnie przygotowaniach, na opracowanie samych technologii, jak również przygotowaniami do dnia X (przygotowaniu środków przenoszenia gazu nad obszary, gdzie występują konflikty zbrojne oraz "podmiankę" normalnej amunicji, na taką którą można zneutralizować) można by podjąć akcję próby zmiany świata.
Plan A polegałby oczywiście na rozpyleniu nad terenami walk gazu usypiającego (oczywiście warto by wcześniej pozbawić strony konfliktów w dostęp do masek przeciwgazowych), po ktorym "czyściciele" przeszliby po terenach śpiących zabierając im środki walki, łączności, zaopatrzenie, etc. Można by "parę osób" dodatkowo aresztwać, jeśli miałoby się dowody ich np. zbrodnie wojenne). Plan B realizowałby się jednoczśnie z planem A i miałby on za zadanie wzmocnienie skutków akcji, a tam gdzie jednak nie dałoby się uśpić walczących, na wkrocznie tam "jednostek stabilizujących".
Sposób powyższy uważam za możliwy, choć cholernie trudny do przeprowadzenia. Największą trudność widzę w zachowniu wszystkiego w ścisłej tajemnicy. Bo działałania na skalę globalną wymagałyby zaangażownia ogromnej liczby osób i wątpię aby któraś z nich się nie wygadała, na przykład mediom.
Jedyny sposób aby temu przeciwdziałać, to albo zastraszenie - wszak jak napisałem wcześniej, jest odpowiednie do tego przysłowie, bądź poprzez znaczącą gratyfikację finansową, jeśli wszystko zakończyłoby się sukcesem. No chyba, że zaangażowani zostaliby do tego ludzie "poważni i uczciwi", dla których idea byłaby ważniejsza niż doraźne korzyści.
3. Make love, not war
Trzeci sposób jest najprostrzy i możliwy do przeprowadzenia w jednej chwili.
Wystarczy uwierzyć w istnienie Boga i przyjąć zasadę, że jeśli On stworzył życie, to nie po to aby ludzie na wzajem je sobie odbierali.
Takie rozumowanie jest oczywistą oczywistością. I myślę... mam nadzieję, że jeśli ludzie by sobie to uświadomili, to zarzewia walki wygasłyby w jednej chwili. Wszak Jezus mawiał "kochajcie nieprzyjaciół swoich".
Pytanie tylko, jak to zrobić? Jak przekonać ateistów czy wątpiących, że "nie mają racji"?
Podejmę tę rękawicę w następnym wpisnie. Zrobię go prawdopodobnie 21. kwietnia.
Dziś powiem tylko że Bóg istnieje! I że są ku temu obiektywne przesłanki.
Nie dowody! Bo takich być nie może.
Ale przesłanki są! I są niezaprzeczalne!
Powody tego były zasadniczo dwa. Mój notebook, staruszek Asus X51R odmówił posłuszeństwa, a po drugie... kiedyś tam obiecywałem że nie będę pisał o bzdurach. A przynajmniej nie do czasu, kiedy zajmę się kilkoma poważnymi sprawami. No i jak już zacząłem myśleć jak je rozwiązać (te poważne problemy), to moja prawie łysa czacha zaczęła dymić że aż straż pożarna musiała przyjechać gasić ten niecodzienny pożar ;-)
No nie... żartuję. Tak źle nie było, choć naprawdę musiałem wysilić umysł przeprowadzając kilkakrotnie burzę jednego mózgu.
No i poza tym jeszcze przez dwa tygodnie byłem chory. Tak więc wybaczcie. Teraz powinno pójść już lepiej z tym moim "nikomu niepotrzebnym" blogiem.
A więc...
Mając do wyboru głód na świecie i wojny, o których kiedyś wspominałem, wybrałem to drugie. Dlaczego tak, opowiem przy okazji pomysłu na rozwiązywanie problemu głodu na świecie, choć liczę, że część z Was sama na to wpadnie.
Jak więc rozwiązać konflikty zbrojne na naszej planecie?
Mam 3 rozwiązanie tego problemu. Omówię teraz pokrótce każde z nich.
Aha... pominę dwa pomysły które uważam ze niewarte omówienie. Są to przestępcze przejęcie władzy na świecie (choć z drugiej strony jest takie powiedzenie, że "cel uświęca środki") oraz działanie siły wyższej, czyli np. kosmitów.
A więc "normalne" sposoby zakończenia konfliktów zbrojnych na świecie przedstawiają się następująco:
1. Wspólpraca międzynarodowa
To prosta koncepcja. Opiera się na tym, że liderzy powiedzmy 30 najpotężniejszych państw świata zbierają się do kupy i postanawiają iż "kończą wszystkie konflikty zbrojne", choćby za cenę nowych, ale krótkotrwałych walk z grupami, które nie chcą się rozbroić i poddać na apel społeczności międzynarodowej.
Tak, to trochę radykalny sposób, bo zakładałby eskalację działań wojennych. Ale liczę, że byłaby ona krótkotrwala. Oczywiście wymagałaby ona podjęcia wszelkich działań zmierzających do realizacji celu głównego.
Uważam ten sposób za możliwy do realizacji, ale niestety dość mało nierealny. Niestety!
Nie wszystkim bowiem zależy na wygaszeniu konfliktów zbrojnych. Ba, są tacy którzy je podsycaja lub nawet wywołują. Bo z nich żyją. I to zarówno osoby prywatne, jak i rządy państw.
2. Trzech filantropów czyli ogólnoświatowy spisek ludzi dobrej woli
Ten sposób opiera się na działaniach kilku miliarderów - założyłem że trzech, którzy zaangażowali by się osobiście (także swoim majątkiem) w relizację tego szczytnego celu.
Sposób działana widziałbym dwutorowy:
- stworzenie gazu usypiającego nie powodującego znaczących działań ubocznych - plan A
- opracowanie sposobu neutralizacji prochu lub innego materiału wybuchowego miotającego stosowanego w nabojach broni palnej - plan B
No i po kilkuletnich pewnie przygotowaniach, na opracowanie samych technologii, jak również przygotowaniami do dnia X (przygotowaniu środków przenoszenia gazu nad obszary, gdzie występują konflikty zbrojne oraz "podmiankę" normalnej amunicji, na taką którą można zneutralizować) można by podjąć akcję próby zmiany świata.
Plan A polegałby oczywiście na rozpyleniu nad terenami walk gazu usypiającego (oczywiście warto by wcześniej pozbawić strony konfliktów w dostęp do masek przeciwgazowych), po ktorym "czyściciele" przeszliby po terenach śpiących zabierając im środki walki, łączności, zaopatrzenie, etc. Można by "parę osób" dodatkowo aresztwać, jeśli miałoby się dowody ich np. zbrodnie wojenne). Plan B realizowałby się jednoczśnie z planem A i miałby on za zadanie wzmocnienie skutków akcji, a tam gdzie jednak nie dałoby się uśpić walczących, na wkrocznie tam "jednostek stabilizujących".
Sposób powyższy uważam za możliwy, choć cholernie trudny do przeprowadzenia. Największą trudność widzę w zachowniu wszystkiego w ścisłej tajemnicy. Bo działałania na skalę globalną wymagałyby zaangażownia ogromnej liczby osób i wątpię aby któraś z nich się nie wygadała, na przykład mediom.
Jedyny sposób aby temu przeciwdziałać, to albo zastraszenie - wszak jak napisałem wcześniej, jest odpowiednie do tego przysłowie, bądź poprzez znaczącą gratyfikację finansową, jeśli wszystko zakończyłoby się sukcesem. No chyba, że zaangażowani zostaliby do tego ludzie "poważni i uczciwi", dla których idea byłaby ważniejsza niż doraźne korzyści.
3. Make love, not war
Trzeci sposób jest najprostrzy i możliwy do przeprowadzenia w jednej chwili.
Wystarczy uwierzyć w istnienie Boga i przyjąć zasadę, że jeśli On stworzył życie, to nie po to aby ludzie na wzajem je sobie odbierali.
Takie rozumowanie jest oczywistą oczywistością. I myślę... mam nadzieję, że jeśli ludzie by sobie to uświadomili, to zarzewia walki wygasłyby w jednej chwili. Wszak Jezus mawiał "kochajcie nieprzyjaciół swoich".
Pytanie tylko, jak to zrobić? Jak przekonać ateistów czy wątpiących, że "nie mają racji"?
Podejmę tę rękawicę w następnym wpisnie. Zrobię go prawdopodobnie 21. kwietnia.
Dziś powiem tylko że Bóg istnieje! I że są ku temu obiektywne przesłanki.
Nie dowody! Bo takich być nie może.
Ale przesłanki są! I są niezaprzeczalne!
czwartek, 5 lutego 2015
Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy
Dziś sprawa poruszająca wielkich i małych tego świata, w tym osobiście mnie - Konwencja Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.
Nie będę się wdawał w jałowe dyskusje, bo na pewno i tak każdy pozostałby przy swoim własnym zdaniu, ale nie mogę pozostać bierny wobec "argumentacji" pana Ziobro w programie "Kropka nad i". Otóż artykuł 12. na który tak szumnie się powoływał pan Z. mówi:
Artykuł 12
Zobowiązania ogólne
1. Strony podejmą działania niezbędne by promować zmianę społecznych
i kulturowych wzorców zachowań kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia
uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości
kobiet lub na stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn.
2. Strony przyjmą niezbędne regulacje prawne i inne środki by zapobiegać
wszystkim formom przemocy objętym zakresem niniejszej konwencji,
popełnianych przez osoby fizyczne lub prawne.
3. Przy podejmowaniu wszelkich działań zgodne z postanowieniami niniejszego
rozdziału uwzględnia się i zaspokaja specyficzne potrzeby osób narażonych na
przemoc ze względu na szczególne okoliczności oraz należy mieć na względzie
prawa człowieka wszystkich ofiar.
4. Strony podejmą działania niezbędne by zachęcać społeczeństwo, zwłaszcza
mężczyzn i chłopców, do aktywnego udziału w zapobieganiu wszystkim
formom przemocy objętym zakresem niniejszej konwencji.
5. Strony czuwają, by kultura, zwyczaje, religia, tradycja lub tzw. „honor" nie
były uznawane za usprawiedliwiające akty przemocy objęte zakresem niniejszej
konwencji.
6. Strony podejmą działania niezbędne by promować programy i działania na
rzecz pełnego wzmocnienia kobiet.
Nie będę się wdawał w jałowe dyskusje, bo na pewno i tak każdy pozostałby przy swoim własnym zdaniu, ale nie mogę pozostać bierny wobec "argumentacji" pana Ziobro w programie "Kropka nad i". Otóż artykuł 12. na który tak szumnie się powoływał pan Z. mówi:
Artykuł 12
Zobowiązania ogólne
1. Strony podejmą działania niezbędne by promować zmianę społecznych
i kulturowych wzorców zachowań kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia
uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości
kobiet lub na stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn.
2. Strony przyjmą niezbędne regulacje prawne i inne środki by zapobiegać
wszystkim formom przemocy objętym zakresem niniejszej konwencji,
popełnianych przez osoby fizyczne lub prawne.
3. Przy podejmowaniu wszelkich działań zgodne z postanowieniami niniejszego
rozdziału uwzględnia się i zaspokaja specyficzne potrzeby osób narażonych na
przemoc ze względu na szczególne okoliczności oraz należy mieć na względzie
prawa człowieka wszystkich ofiar.
4. Strony podejmą działania niezbędne by zachęcać społeczeństwo, zwłaszcza
mężczyzn i chłopców, do aktywnego udziału w zapobieganiu wszystkim
formom przemocy objętym zakresem niniejszej konwencji.
5. Strony czuwają, by kultura, zwyczaje, religia, tradycja lub tzw. „honor" nie
były uznawane za usprawiedliwiające akty przemocy objęte zakresem niniejszej
konwencji.
6. Strony podejmą działania niezbędne by promować programy i działania na
rzecz pełnego wzmocnienia kobiet.
/http://www.rownetraktowanie.gov.pl/sites/default/files/zalacznik_4-_tlumaczenie_konwencji_210_final.pdf/
Po przeczytaniu tego tekstu, zakładając oczywiście że posiadam zdolność czytania ze zrozumieniem, widzę tylko 4 możliwości:
a) albo pan Z. nie przeczytał Konwencji, a w szczególności Artykułu 12.
b) przeczytał ale nie zrozumiał, a swoje stanowisko i wypowiedzi oparł na innych źródłach,
c) przeczytał i zrozumiał ale swoje stanowisko i wypowiedzi oparł na innych
d) moja wersja i wersja którą przeczytał pan Z. się różniły
Ale co to ma wspólnego z optymalizacją?
Ano ma. Na pytanie zaś co, niech każdy odpowie sobie sam.
PS.
Na stronach sejmu - http://orka.sejm.gov.pl/Druki7ka.nsf/0/E651513809A6D5D8C1257D010031FCD9/%24File/2515.pdf
jest ta sama wersja Art.12 Konwencji.
A więc... ;)
PS.
Na stronach sejmu - http://orka.sejm.gov.pl/Druki7ka.nsf/0/E651513809A6D5D8C1257D010031FCD9/%24File/2515.pdf
jest ta sama wersja Art.12 Konwencji.
A więc... ;)
sobota, 17 stycznia 2015
Osram następnym razem taką promocję, czyli... czytajmy regulaminy!
Dziś mała przestroga i słówko o korzyściach z unifikacji.
Czytajmy regulaminy, bo inaczej możemy poczuć się co najmniej rozczarowani. A niekiedy nawet oszukani. Tak, jak ja w tym tygodniu.
A było to tak...
Byłem akurat w jednym z tzw. marketów budowlany, kiedy trafiłem na półki z żarówami. Wybór był duży, ale w którymś momencie zaważyłem napis "Promo pack" i zaraz na specjalnej nalepce na pudełku przeczytałem: "Wygraj samochód Opel ADAM i inne fantastyczne nagrody". Oczywiście była też tam informacja o czasie trwania promocji i adresie strony WWW, gdzie można znaleźć właściwy regulamin.
Po chwili namysłu postanowiłem kupić ten produkt, co oczywiście się stało. Nie była mi co prawda potrzebna żarówka, ale pomyślałem że może się przyda, no a poza tym możliwość wygrania samochodu nie jest bez znaczenia. Bo za cenę prawie 30 złotych, mógłbym wygrać auto za pewnie ponad 30 tys. złotych. Przebicie 1000:1. Wchodzę w to!
Jakież było moje zdziwienie, jak przeczytałem będąc już w domu, regulamin tej promocji. Pomysł na nią był taki, że wypuszczono partię tych żarówek, które świecą na pomarańczowo. I jak się taka żarówkę kupi, to od razu jest się wygranym, bo dostaje się nagrodę o równowartości 1000 zł. Co najważniejsze, taki szczęśliwiec, będzie brał jeszcze udział w losowani wspomnianego już Opla ADAM. Super!
Super?!?
Czyżby???
Niby wszystko cacy, ale ja czuje się "zdegustowany" do granic możliwości.
Tak tak, jakby w losowaniu lotto, totalizator wymyślił, że najpierw trzeba trafić piątkę, a później z tego grona wylosuje się szczęśliwca, który trafi szóstkę (główną wygraną).
"Ale ściema" - pomyślałem, bo moim zdaniem 99% grających na takie zasady by nie poszła. I Totalizator zaraz by zbankrutował.
Ja też już więcej nie dam się nabrać na żadną promocję, nim nie zapoznam się z jej zasadami.
Amen!
Ale przypadek ten prowadzi do oczywistego wniosku.
Czytajmy regulaminy! I nie tylko regulaminy, ale także wszelkiego rodzaju umowy!
To trudne, ale moim zdaniem konieczne. Bo można się wpakować w szambo, jak na przykład w przypadku kilkudziesięcioletnich kredytów hipotecznych.
Sam podpisałem taki kredyt, przyznaję się, że nie czytając umowy (kilkadziesiąt stron!) więc przyznaję, że jestem głąbem. A właściwie byłem.
Co prawda zadałem konsultantowi mojego banku pytanie "czy w umowie są jakieś niebezpieczne dla manie zapisy" (na co oczywiście padło "nie") i przeczytałem wcześniej ich standardowy wzór umowy, ale okazało się, już po lekturze w domu, że jednak różnice były. I dokument z moim podpisem różni się w stosunku do udostępnionego mi draftu.
MOIM ZDANIEM BYŁO TO NIEUCZCIWE!
I jeszcze słówko w tym temacie, co można by nazwać optymalizacją umów. Wszak ten blog ma być o optymalizacji.
Moim zdaniem powinno to być tak.
Powinny być znane i dostępne powszechnie wzory wszelkich umów i dokumentów.
Powinny one być maksymalnie krótkie i zrozumiale napisane, tak, aby każdy Polak mógł to łatwo pojąć, co nie zawsze, a powiem że bardzo rzadko, jest możliwe.
I wtedy podpisując umowę powoływałoby się na taki dokument odniesienia i załączało krótki wykaz zmian czy też pewnych uszczegółowień. Myślę, że udałoby się to zrobić dokładnie w 3 punktach.
Czyli byłoby tak.
Na kartce formatu A4 napisano by następujące rzeczy:
1. Umowa między... (tu oczywiście dane stron umowy) przenosi zapisy wzoru umów
GOV-PC2015.233b.PDF (to oczywiście przykład, a poszczególne człony wskazywały by na:
- twórcę dokumentu: GOV = opracowany np. przez Ministerstwo Sprawidliwości
- rok przyjęcie wzoru dokumetu: 2015
- charakter dokumentu: PC - wzór umowy prawa cywilnego
- kolejny numer umowy: 223
- wersję wzoru umowy: b
2. Zmianie podlegają następujące zapisy umowy - i tu podane byłyby oczywiście odstępstwa od wzoru GOV-PC2015.233b.PDF.
3. Warunki szczegółowe umowy, czyli wszystkie kwoty, terminy, procenty i inne informacje, które właściwie uszczegóławiały warunki kontraktu.
I tyle!
Wtedy wszystko byłoby szybkie, proste i przyjemne.
Sposób ten ma tylko jedną, ale poważną wadę. Taka organizacja premiowała by konsumentów, czyli wszystkich klientów banków, towarzystw ubezpieczających, etc. Bo nie było by już miejsca na niedomówienia i interpretacje. Tak więc instytucje na pewno by na tym stracili, a radcy prawni mieli mniej roboty.
Aha... i jeszcze jedna ważna rzecz.
Takie wzory umów jak przykładowa tu GOV-PC2015.233b.PDF mogłyby, a nawet powinny być zunifikowane w skali Europy czy świata (jeśli tylko warunki prawne byłyby podobne, a na pewno w pewnych zakresach tak by było, moim zdaniem). Wtedy językowe przenoszenie umów byłby banalne. I trwało by kilka minut.
Hm... ale tu też tłumacza przysięgli dostali by po dupie.
Ech... tak więc ten pomysł to raczej utopia!
PS.
Kiedy przeczytałem regulamin konkursu, który w przyszłości bym ostrał, przeszła mi prze myśl taka myśl: "skoro wygrywające żarówki świecą na pomarańczowo, to przecież mogę sprawdzić w markecie wszystkie (kilkadziesiąt sztuk pewnie!), bo są tam testery" - sam sprawdziłem swoją żarówkę, czy w ogóle świeci. "Może więc wrócę do marketu i tak właśnie zrobię" - pomyślałem.
Ale otrzeźwienie przyszło natychmiast. Przecież byłby to nieuczciwe. A ja tak nie postępuję.
Po chwili przyszła jeszcze jedna refleksja.
Mój hipotetyczny powrót do sklepu na 99,9% byłby nieefektywny. Bo byłby tylko wtedy, gdyby pracownicy marketu byli uczciwi. I to wszyscy! W co niestety bardzo wątpią.
Czytajmy regulaminy, bo inaczej możemy poczuć się co najmniej rozczarowani. A niekiedy nawet oszukani. Tak, jak ja w tym tygodniu.
A było to tak...
Byłem akurat w jednym z tzw. marketów budowlany, kiedy trafiłem na półki z żarówami. Wybór był duży, ale w którymś momencie zaważyłem napis "Promo pack" i zaraz na specjalnej nalepce na pudełku przeczytałem: "Wygraj samochód Opel ADAM i inne fantastyczne nagrody". Oczywiście była też tam informacja o czasie trwania promocji i adresie strony WWW, gdzie można znaleźć właściwy regulamin.
Po chwili namysłu postanowiłem kupić ten produkt, co oczywiście się stało. Nie była mi co prawda potrzebna żarówka, ale pomyślałem że może się przyda, no a poza tym możliwość wygrania samochodu nie jest bez znaczenia. Bo za cenę prawie 30 złotych, mógłbym wygrać auto za pewnie ponad 30 tys. złotych. Przebicie 1000:1. Wchodzę w to!
Jakież było moje zdziwienie, jak przeczytałem będąc już w domu, regulamin tej promocji. Pomysł na nią był taki, że wypuszczono partię tych żarówek, które świecą na pomarańczowo. I jak się taka żarówkę kupi, to od razu jest się wygranym, bo dostaje się nagrodę o równowartości 1000 zł. Co najważniejsze, taki szczęśliwiec, będzie brał jeszcze udział w losowani wspomnianego już Opla ADAM. Super!
Super?!?
Czyżby???
Niby wszystko cacy, ale ja czuje się "zdegustowany" do granic możliwości.
Tak tak, jakby w losowaniu lotto, totalizator wymyślił, że najpierw trzeba trafić piątkę, a później z tego grona wylosuje się szczęśliwca, który trafi szóstkę (główną wygraną).
"Ale ściema" - pomyślałem, bo moim zdaniem 99% grających na takie zasady by nie poszła. I Totalizator zaraz by zbankrutował.
Ja też już więcej nie dam się nabrać na żadną promocję, nim nie zapoznam się z jej zasadami.
Amen!
Ale przypadek ten prowadzi do oczywistego wniosku.
Czytajmy regulaminy! I nie tylko regulaminy, ale także wszelkiego rodzaju umowy!
To trudne, ale moim zdaniem konieczne. Bo można się wpakować w szambo, jak na przykład w przypadku kilkudziesięcioletnich kredytów hipotecznych.
Sam podpisałem taki kredyt, przyznaję się, że nie czytając umowy (kilkadziesiąt stron!) więc przyznaję, że jestem głąbem. A właściwie byłem.
Co prawda zadałem konsultantowi mojego banku pytanie "czy w umowie są jakieś niebezpieczne dla manie zapisy" (na co oczywiście padło "nie") i przeczytałem wcześniej ich standardowy wzór umowy, ale okazało się, już po lekturze w domu, że jednak różnice były. I dokument z moim podpisem różni się w stosunku do udostępnionego mi draftu.
MOIM ZDANIEM BYŁO TO NIEUCZCIWE!
I jeszcze słówko w tym temacie, co można by nazwać optymalizacją umów. Wszak ten blog ma być o optymalizacji.
Moim zdaniem powinno to być tak.
Powinny być znane i dostępne powszechnie wzory wszelkich umów i dokumentów.
Powinny one być maksymalnie krótkie i zrozumiale napisane, tak, aby każdy Polak mógł to łatwo pojąć, co nie zawsze, a powiem że bardzo rzadko, jest możliwe.
I wtedy podpisując umowę powoływałoby się na taki dokument odniesienia i załączało krótki wykaz zmian czy też pewnych uszczegółowień. Myślę, że udałoby się to zrobić dokładnie w 3 punktach.
Czyli byłoby tak.
Na kartce formatu A4 napisano by następujące rzeczy:
1. Umowa między... (tu oczywiście dane stron umowy) przenosi zapisy wzoru umów
GOV-PC2015.233b.PDF (to oczywiście przykład, a poszczególne człony wskazywały by na:
- twórcę dokumentu: GOV = opracowany np. przez Ministerstwo Sprawidliwości
- rok przyjęcie wzoru dokumetu: 2015
- charakter dokumentu: PC - wzór umowy prawa cywilnego
- kolejny numer umowy: 223
- wersję wzoru umowy: b
2. Zmianie podlegają następujące zapisy umowy - i tu podane byłyby oczywiście odstępstwa od wzoru GOV-PC2015.233b.PDF.
3. Warunki szczegółowe umowy, czyli wszystkie kwoty, terminy, procenty i inne informacje, które właściwie uszczegóławiały warunki kontraktu.
I tyle!
Wtedy wszystko byłoby szybkie, proste i przyjemne.
Sposób ten ma tylko jedną, ale poważną wadę. Taka organizacja premiowała by konsumentów, czyli wszystkich klientów banków, towarzystw ubezpieczających, etc. Bo nie było by już miejsca na niedomówienia i interpretacje. Tak więc instytucje na pewno by na tym stracili, a radcy prawni mieli mniej roboty.
Aha... i jeszcze jedna ważna rzecz.
Takie wzory umów jak przykładowa tu GOV-PC2015.233b.PDF mogłyby, a nawet powinny być zunifikowane w skali Europy czy świata (jeśli tylko warunki prawne byłyby podobne, a na pewno w pewnych zakresach tak by było, moim zdaniem). Wtedy językowe przenoszenie umów byłby banalne. I trwało by kilka minut.
Hm... ale tu też tłumacza przysięgli dostali by po dupie.
Ech... tak więc ten pomysł to raczej utopia!
PS.
Kiedy przeczytałem regulamin konkursu, który w przyszłości bym ostrał, przeszła mi prze myśl taka myśl: "skoro wygrywające żarówki świecą na pomarańczowo, to przecież mogę sprawdzić w markecie wszystkie (kilkadziesiąt sztuk pewnie!), bo są tam testery" - sam sprawdziłem swoją żarówkę, czy w ogóle świeci. "Może więc wrócę do marketu i tak właśnie zrobię" - pomyślałem.
Ale otrzeźwienie przyszło natychmiast. Przecież byłby to nieuczciwe. A ja tak nie postępuję.
Po chwili przyszła jeszcze jedna refleksja.
Mój hipotetyczny powrót do sklepu na 99,9% byłby nieefektywny. Bo byłby tylko wtedy, gdyby pracownicy marketu byli uczciwi. I to wszyscy! W co niestety bardzo wątpią.
czwartek, 1 stycznia 2015
Do Siego Roku 2015! czyli jak dotrzymać noworocznych postanowień
Kochani...
Proszę abyście przyjęli ode mnie najlepsze życzenia noworoczne:
Niech Wam się wiedzie i szczęści w całym przyszłym i wszystkich następnych latach! Aż po czasu kres... And may the foce be with you! ;-)
A teraz do rzeczy.
Wszystkich zainteresowanych moimi osobistymi "wynurzeniami" zapraszam na rpm67bp.blogspot.com , gdzie mam zamiar wspomnieć o moich noworocznych postanowieniach. Jest ich dokładnie 7.
Choć przyznam się że nie wiem czy tam się dużo treści pojawi w najbliższym czasie, gdyż znów jest kilka projektów w których "siedzę po uszy", a czasu... tylko 24 godziny na dobę ;-(
Na tych za to stronach obiecuję nie zostawiać Was na dłużej niż tydzień czy dwa.
I będą też zmiany. I to duże.
Najważniejsza będzie taka, że już nie będę się zajmował pierdołami, jak niektórzy z Was zauważyli.
A może nie tyle że nie będę się tym zajmował w ogóle, ale nie przede wszystkim.
Czyli zajmę się wreszcie rzeczami ważnymi i istotnymi dla tego świata. I poddam pod rozwagę kilka pomysłów, jak go zoptymalizować.
Pierwsze dwa wpisy (pierwszy może zaraz po święcie Trzech Króli) dotyczyć będą walki z głodem i wojnami na świecie. Bo te dwie rzeczy leżą mi na sercu od lat. Może wreszcie czas by wypowiedzieć się w tym temacie. Ba, wykrzyczeć swoje zdanie. Może choć kilka osób je usłyszy i weźmie do serca.
Pożyjemy... zobaczymy.
Zatem zapraszam za kilka dni, a teraz zmykam. Robota czaka.
Aha.
Jak dotrzymać noworocznych postanowień?
Ja mam radę następującą, którą sam zamierzam w najbliższych miesiącach stosować.
Trzeba wprowadzić system kar!
Moje będą finansowe. Za pierwsze niedotrzymanie noworocznego postanowienia wpłacę 20 zł na cel charytatywny - http://www.siepomaga.pl/ - będzie doskonałym do tego miejscem.
Jeśli "wpadka" się będzie powtarzać, każda następna kara to już 50 zł.
I zobaczymy ile "stracę" w ciągu tego roku.
Amen!
Proszę abyście przyjęli ode mnie najlepsze życzenia noworoczne:
Niech Wam się wiedzie i szczęści w całym przyszłym i wszystkich następnych latach! Aż po czasu kres... And may the foce be with you! ;-)
A teraz do rzeczy.
Wszystkich zainteresowanych moimi osobistymi "wynurzeniami" zapraszam na rpm67bp.blogspot.com , gdzie mam zamiar wspomnieć o moich noworocznych postanowieniach. Jest ich dokładnie 7.
Choć przyznam się że nie wiem czy tam się dużo treści pojawi w najbliższym czasie, gdyż znów jest kilka projektów w których "siedzę po uszy", a czasu... tylko 24 godziny na dobę ;-(
Na tych za to stronach obiecuję nie zostawiać Was na dłużej niż tydzień czy dwa.
I będą też zmiany. I to duże.
Najważniejsza będzie taka, że już nie będę się zajmował pierdołami, jak niektórzy z Was zauważyli.
A może nie tyle że nie będę się tym zajmował w ogóle, ale nie przede wszystkim.
Czyli zajmę się wreszcie rzeczami ważnymi i istotnymi dla tego świata. I poddam pod rozwagę kilka pomysłów, jak go zoptymalizować.
Pierwsze dwa wpisy (pierwszy może zaraz po święcie Trzech Króli) dotyczyć będą walki z głodem i wojnami na świecie. Bo te dwie rzeczy leżą mi na sercu od lat. Może wreszcie czas by wypowiedzieć się w tym temacie. Ba, wykrzyczeć swoje zdanie. Może choć kilka osób je usłyszy i weźmie do serca.
Pożyjemy... zobaczymy.
Zatem zapraszam za kilka dni, a teraz zmykam. Robota czaka.
Aha.
Jak dotrzymać noworocznych postanowień?
Ja mam radę następującą, którą sam zamierzam w najbliższych miesiącach stosować.
Trzeba wprowadzić system kar!
Moje będą finansowe. Za pierwsze niedotrzymanie noworocznego postanowienia wpłacę 20 zł na cel charytatywny - http://www.siepomaga.pl/ - będzie doskonałym do tego miejscem.
Jeśli "wpadka" się będzie powtarzać, każda następna kara to już 50 zł.
I zobaczymy ile "stracę" w ciągu tego roku.
Amen!
Subskrybuj:
Posty (Atom)