Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jak żyć?. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jak żyć?. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 maja 2016

Wegetarianizm


Dziś wielkanocne żniwo – książka, która mi wpadła wtedy w łapy, czyli „700 przepisów kuchni wegańskiej” pani Agnieszki Biernat.
Pozwolę sobie zacytować małe, co nie, co z tej pozycji znajdujące się na początku jej treści. Książka, co prawda wydana została w roku 2002, ale myślę, że nie zmienia to zasadniczo przytoczonych poniżej faktów. Jest to wybór tych oczywistych faktów. W książce jest ich zdecydowanie więcej.
A więc tak…

/cytuję/

Liczba ludzi na świecie, którzy umrą w wyniku niedożywienia w tym roku: 20 milionów.
Liczba ludzi, których można by nakarmić do syta, gdyby Amerykanie ograniczyli spożycie mięsa o 10%: 100 milionów.

Odsetek kukurydzy uprawianej w USA, spożywanej przez:
- ludzi: 20%
- zwierzęta hodowlane: 80%

Odsetek owsa uprawianego w USA zjadanego przez zwierzęta hodowlane: 95%
Odsetek białek marnowanych w cyklu przetwarzania ich w białka zwierzęce: 90%

Ilość ziemniaków, które można wyprodukować na 0,4 hektara ziemi: 18000 kg.
Ilość wołowiny, którą można wyprodukować na 0,4 hektara ziemi: 112,5 kg  (160 razy mniej !!!)
Odsetek ziemi uprawnej w USA przeznaczonej na produkcję wołowiny: 56%.

Ilość zboża i ziaren soi potrzebnych do wyprodukowania 1 kg mięsa wołowego z hodowli fermowej: 12 kg

Do wyprodukowania kilograma mięsa potrzeba średnio 19 000 litrów wody. 
Dla wyprodukowania kilograma pszenicy potrzeba 190 litrów wody (100 razy mniej!!!).
Ilość ekskrementów produkowanych przez inwentarz żywy w USA: 20-krotnie większa niż cała ludność tego kraju.

Przeciętne ryzyko śmierci na zawał serca w USA (a jest to najczęstsza przyczyna śmierci): 50%
- u Amerykanina nie jedzącego mięsa: 15%
- u Amerykanina nie jedzącego mięsa, jajek i nabiału: 4%
Konsument ponad połowy wody używanej do różnych celów w USA: hodowcy zwierząt i przemysł mięsny.


Ilość wody potrzebnej do wyprodukowania funta (ok. 0,45 kg) pszenicy: ok. 114 litra.
Ilość wody potrzebnej do wyprodukowania funta (ok. 0,45 kg) wołowiny kalifornijskiej: ok. 22750 litrów (200 razy więcej!!!).

Ilość kalorii pochodzących z paliw kopalnych potrzebnych do wyprodukowania:
- 1 kalorii białka z wołowiny: 78 kalorii
- 1 kalorii białka z soi: 2 kalorie (39 razy mniej!!!)

Liczba zwierząt zabijanych na mięso w ciągu 1 godziny w USA: 660 000.

Zawód o najwyższym wskaźniku rotacji w USA: pracownik rzeźni.
Najbardziej niebezpieczny zawód (pod względem zranień, obrażeń i wypadków przy pracy) w USA: pracownik rzeźni.

Podsumowując, ograniczanie spożycia mięsa do minimum i późniejszy wegetarianizm, to optymalne sposoby odżywiania dla człowiek. Nie mam co do tego żadnej wątpliwości.
I to właśnie Wam rekomenduję!


PS.
Ideę wegetarianizmu niesie też chrześcijański dekalog. Wszak 5. przykazanie to: "nie zabijaj". Nie mówi ono: "nie zabijaj ludzi". A więc...

sobota, 7 maja 2016

Mikołajek w kinie


Byłem jakiś czas temu w kinie na najnowszej części Gwiezdnych Wojen czyli na Przebudzeniu Mocy. Film fajny, naprawdę mi się podobał, choć z dubbingiem, ale nie o tym chciałem.
A chciałem o zachowaniu naszych mikołajków, naszej… przyszłości – dzieci, tudzież ich rodziców.
Po pierwsze ktoś z widzów, i mogę się założyć o sporą sumkę, że to jakieś dziecko było, wywaliło całą pokaźną tackę z nachos’ami i przynależnymi im sosami na podłogę. Aż żal mi się zrobiło, jak całe to pobojowisko zobaczył młodzieniec z ekipy sprzątając. Nie zazdrościłem mu, oj nie!

Ale to drobiazg, idźmy dalej.
Nie mam nic przeciwko temu – to normalne, że z ust któregoś z rodziców padło na początku filmu „dawno dawno temu, w odległej galaktyce…” Ale po kilku minutach to się skończyło, wszak była to wersja z dubbingiem.
Ale to że jakiś szkrab w jednej z kluczowych scen filmu powiedział „zaraz zginie Han Solo”, to już się „zdegustowałem”.
Ale najbardziej wkurzające było to, że jakieś dziecko, które siedziało za mną, cały czas kopało w mój fotel, znacznie odbierając mi przyjemność oglądania filmu. I zaręczam nie było to przez pięć minut, czy kwadrans, ale od pierwszej do ostatnie sceny co kilka sekund w moje oparcie lądował solidny kopniak, który dało się wyraźnie odczuć. Zgroza!

I jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że siedząca obok matka (chociaż nie, nie wiem czy to była matka, ale kobietą raczej była na pewno) tego nie widziała!  Gdzie jej obserwacja i wzięcie odpowiedzialności za to co robi dziecko znajdujące się pod jej opieką?!? 
W głowie mi się to nie mieści.

Przez pewną część filmu zastanawiałem się czy nie wstać, podejść do tego bachora (choć to słowo ma zupełnie inną etymologię niż by się należało spodziewać) i powiedzieć tak: „jak nie przestaniesz kopać w mój fotel, to tak dostaniesz w baniak, że popamiętasz do końca życia”, ale tego nie zrobiłem. I to bynajmniej nie ze strachu. Uznałem, że technicznie jest to niemożliwe do przeprowadzenia. Fotele są wysokie, w kinie jest bardzo głośno, są widzowie, którzy chcą w spokoju oglądać projekcję. Wątpliwe aby moje działania były skuteczne, a na pewno nie optymalne.

Co więc zrobiłem, a właściwe zrobię?
Otóż, przy najbliższej nadarzające się okazji (myślę że nawet dziś) wydrukuję sobie wizytówki, na których awersie będzie moje logo i nazwa domeny internetowej bloga, a na drugiej stronie zdanie: „Ludzie nie lubią być pouczani, ale…………………. „ I będę wykorzystywał taki kartonik na zostawienie informacji osobom, co do których zachowania mam zastrzeżenia. Czyli uważam je za nieprzemyślane tudzież nawet głupie.
I następnym razem w podobnej sytuacji w kinie, taka mama dostanie karteczkę podczas seansu treść: „Ludzie nie lubią być pouczani, ale za dziecko trzeba brać odpowiedzialność więc nie powinno się pozwalać aby kopało w fotel siedzącego przed nim widza".
I może będzie miała latarkę w swoim smartfonie aby to przeczytać. I być może natychmiast wcielić w życie.

To tak, ku przemyśleniom.
Pozdrawiam.

PS.
A najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że dzieci uczą się zachowań od dorosłych. Czego mamy więc od nich oczekiwać jak dorosną za kilkanaście lat? Obawiam się ze w większości przypadków niczego dobrego,  niestety ;-(

A co do „moich wizytówek” to mam jeszcze 2 "zdania" do powszechnego stosowania:
- "Ludzie nie lubią być pouczani, ale jeśli dziecko wkłada do ust swoje brudne ręce tudzież inne przedmioty, to na pewno  nie jest to zachowanie korzystne dla jego zdrowia"

- „Ludzie nie lubią być pouczani, ale prawie każdy zajmujący zewnętrzne miejsce do siedzenia przyczynia się do większego tłoku w autobusie. Bo prawie każdy nawet na 2-3 przystanki by przysiadł"


czwartek, 28 kwietnia 2016

Humor z extraklasy

Witam w przeddzień piątku przed dłuuuugim weekendem.
Mam nadzieję, że przez tych kilka następnych wolnych dni uda mi się zrobić wpis albo dwa, choć mam już liczne plany. Ale liczę, że się uda.

Na dziś, coś zabawnego.
Jest to troszkę wulgarne, ale ufam, że mi to wybaczycie i że uchichracie się przynajmniej w połowie
tak, jak ja.

Zatem.... zapraszam i do zobaczenie wkrótce.
 





sobota, 9 maja 2015

Bóg: rzeczywistość czy fikcja?

Oto dziś podnoszę rzucaną przez ateistów rękawicę.
Zajmę się jedną z najważniejszych spraw w życiu. Taką przynajmniej jest w moim przypadku. Zahacza ona o pytanie, jak poskładany jest świat. Jak on do diabła działa? Skąd się wziął?

Długo zastanawiałem się jak poprowadzić ten wpis. Ważny, a zarazem trudny. Z początku myślałem żeby rzucić tylko kilka haseł. Kilka myśli, które mogłyby samoistnie roztworzyć klapki "wątpiących". Potem przyszła jednak refleksja. Doszedłem do wniosku, że napiszę znacznie więcej. A wczoraj postanowiłem dodać jeszcze coś na początku, co może być przyczynkiem do powstanie nowej religii. Religii, którą można by nazwać "homo sapiens milion anno domini".
Zatem... zaczynajmy!

Jest bowiem koncepcja, według której wszystko, co się dzieje w naszym świecie można wyjaśnić bez odwoływania się do pojęcia Boga.
Ideę tę poznałem oglądając program z cyklu "Tajemnice wszechświata z Morganem Freemanem" (tytuł oryginalny "Through the Wormhole").

Otóż, w odcinku o Bogu pokazali faceta, notabene pracownika NASA, który wierzy, że jesteśmy tylko symulacją komputerową superkomputera z przyszłości. Pogląd taki oparł na bardzo prostym rozumowaniu.
Usłyszałem, już teraz można wykreować świat będącą dość dobrym odzwierciedleniem rzeczywistości - na przykład w grach komputerowych typu Sims. Ważne jest przy tym to, że moc obliczeniowa współczesnych superkomputerów dorównuje ponoć mocy obliczeniowej mózgu ludzkiego i podwaja się mniej więcej co 13-15 miesięcy. Co więc będzie za dekadę? A co za tysiąc lat? A jakiej mocy maszyny będą za milion lat? Potęga ich będzie po prostu niewyobrażalna! I nie trudno się zgodzić z takim założeniem.

Więc teraz już tylko wystarczy założyć możliwość stworzenia "elektronicznej" inteligencji (świadomości), o czym mówi się już od jakiegoś czasu, że będzie to możliwe, i dochodzimy do momentu, w którym... wszystko staje się proste. I wielki wybuch, i czarna energia, i życie. I wszystko inne, nawet opętanie przez diabła czy przeczucia, które do cholery się sprawdzają, a które przecież miewamy (nawet mężczyźni!).
Takie założenia wyjaśnia dokładnie wszystkie obserwowane zjawiska, bo wszystkie one są tylko komputerowa realizacją świadomie wyreżyserowanego świata, w którym wprowadzono odrobinę chaosu w postaci wolnej woli człowieka.
Czyż to nie cudownie proste i logiczne rozwiązanie?!?
Mnie osobiście ten pomysł bardzo się podoba.

Taaak... ta teoria jest całkiem dobra. Ma tylko jedną, acz poważną wadę. Mianowicie taką, że jeśli taki genialny algorytm generujące świadome programy czyli wirtualnych ludzi miały istnieć, to czemu miałoby to wszystko służyć?
Innymi słowy, co kierowałoby takim programistą-stwórcą, żeby stworzyć nasz wszechświat i dać nam wolną wolę. Czyżby ciekawość co z tego wyniknie? Hm... śmiem wątpić. Przecież nie każdy lubi obserwować mrówki w swoim kopcu, a jeśli nawet, to zawsze musi przyjść chwila kiedy taka "gra" może się człowiekowi znudzić.
No chyba, że nasz komputerowy "bóg" nie ma nic z człowieka!

Ta koncepcja ma jednak jeszcze jedną ważną konsekwencję.
Nie odpowiada na pytanie skąd wziął się nasz bóg-programista za powiedzmy milion lat? No skąd?
Wracamy więc do punktu wyjścia.

Czy istnieje Bóg i skąd się wziął?
Ale nim odpowiem na pytanie, dlaczego uważam że ON istnieje, zatrzymajmy się nad jego definicją.
Kogo można nazwać Bogiem?
Dla mnie musi on posiadać tylko jeden atrybut - nieograniczoną, niewyobrażalną moc. Czyli takie "narzędzie", które pozwala wywołać na przykład wielki wybuch, czy obserwowane od jakiegoś czasu oddalanie są galaktyk. Albo życie na naszej planecie.
W tym miejscu odpowiem na ciekawe pytanie "ateistów" - "czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie mógłby podnieść?". Odpowiedź brzmi: tak, może!
A jak rozwiązać ten paradoks? A prosto. Należy odnieść się do czegoś co mógłbym nazwać następstwem czynności w zdefiniowanym na daną chwilę świecie.
A więc Bóg tworzy kamień tak ciężki, że nie może go podnieść działa w określonych warunkach, które są ustalone na daną chwilę. Nie wiadomo bowiem, co będzie w przyszłości, gdyż jak powszechnie wiadomo "wszystko jest możliwe".
A więc kamień powstaje. I po chwili nasz wszechmogący Bóg siłą swoje woli (albo w jakiś inny sposób, cholera Go jasna wie) przybiera na sile, czyli tworzy inny "rodzaj rzeczywistości" i już podniesienie kamienia staje się możliwe.
Takie rozumowanie uważam za całkiem słuszne, logiczne i możliwe do przyjęcia.
Nie przeczy ono w mojej opinii zdrowemu rozsądkowi.

Jak widać z powyższego moja definicja nie zakłada konieczności aby Bóg był dobry. Hm... pomyślicie, skoro tak, to można by go też nazwać diabłem, tak?
Niech odpowiedzią na to pytanie będzie motto mojej ulubionej książki:
"... Więc kimże w końcu jesteś?
- Jam częścią tej siły, 
która wiecznie zła pragnąc,
wiecznie czyni dobro."

Podstawowym, a właściwie jedynym argumentem swojego niedowiarstwa jest dla ateistów pytanie "skąd wziął się Bóg? Bo jeśli ktoś go stworzył, to znaczy że jest wyższy Bóg, który przeczy podstawowemu założeniu Boga jako istoty najwyższej".

Ja nie wiem skąd się wziął Bóg?
Ale podzielam pogląd, że wszystko jest możliwe.
Zatem mogę przyjąć za możliwe iż Bóg istniał zawsze. Jak na przykład materia czy energia - bo skąd się ona wzięła?
Drugą możliwością jaką widzę, jest to, że Bóg stworzył się sam! Być może jest on naturalną konsekwencją "porządkowania się materii" w naszym wszechświecie. No bo czemuż by nie?
Skoro ateiści zakładają, że mózg ludzki czy takie dajmy na to DNA powstało samoistnie, to czyż nie byłoby logicznym założyć, że możliwym jest też, że na drodze ewolucji może powstać taka siła czy inteligencja, która może stworzył inny wszechświat jak Bóg właśnie? Dla mnie to całkiem przekonywująca idea.

Drugim i jedynym jaki widzę argumentem na nieistnienie Boga jest fakt iż mamy starość, choroby, wojny, nieszczęścia i inne tego typu "kiepskie" rzeczy.
Owszem mamy. Ale co z tego?
Czyż jeśli założymy na chwilę postulat istnienia Boga to nie powinniśmy założyć też, że jest on sprawiedliwy. A sprawiedliwość wyklucza interwencje boskie na szeroką skalę. Bo jeśli by do nich doszło, to musiałyby one dotyczyć wszystkich ludzi. Zatem Bóg musiałby ustanowić raj na Ziemi.
Wydaje mi się to pozbawione sensu.
Dużo prostszym i słuszniejszym rozwiązaniem jest danie człowiekowi możliwości działania (ciała i umysłu) oraz wolnej woli i sprawdzenie, co on (człowiek) z tym zrobi.

Tak więc jestem zdecydowanym przeciwnikiem opiekuńczej roli Boga. Owszem, może się to zdarzyć od czasu do czasu - np. niewytłumaczalne uzdrowieni, ale to jednak wypadki naprawdę szczególne zdarzające się kilkakrotnie w skali globu.
Moim zdaniem przyjął on rolę obserwatora. Patrzy sobie po prostu z niebios (które moim zdaniem są innymi wymiarami), co ludzie robią ze swoim życiem.
To dla mnie jasne jak amen w pacierzu.

Czyli ci, którzy obarczają Boga za nieszczęścia na świecie... błądzą po prostu.
ON NIE JEST ZA TO ODPWIEIDZIALNY!

Jakie ja mam powody by wierzyć w Boga?
Jakie są ku temu przesłanki? Bo nie dowody, gdyż takich być nie może, z oczywistego i zaplanowanego przez Stwórcę powodu.

Oto one, w kolejności narastania ich ważności. Wszystkie są one dla mnie niewytłumaczalne i kardynalne.
1. MATERIA
2. ŻYCIE
3. INTELIGENCJA
4. UMYSŁ/ŚWIADOMOŚĆ
5. MIŁOŚĆ


Materia
Jak to jest możliwe, że ona w ogóle istnieje?
Bo bez względu na to czy założymy tzw. model Bohra atomu czy Schrodinger'a, to na mój "chłopski" rozum aby elektrony mogły "krążyć" wokół jądra muszę posiadać energię. Dlaczego elektrony jej nie tracą z biegiem czasu? Skąd to niewyczerpane źródło energii?
W tym podpunkcie wspomnę tez o tzw. czarnej energii i materii? Skąd one się biorą, jaka jest ich natura?
Pomimo ogromnego poziomy wiedzy i techniki współczesnej ludzkości, ludzie nie mają pojęcia jak na to odpowiedzieć. Wniosek - są na Ziemi (czytaj w kosmosie) rzeczy, "o których się filozofom nie śniło".

Życie
To dla mnie jeszcze większa zagadka niż wspomniana powyżej czarna energia.
Bo pomyślcie, jak złożonym układem jest np. układ nerwowy człowieka czy system echolokacji nietoperza?
I że każda komórka to tak naprawdę potężna fabryka biochemiczna, której ludzie nie zbudują jeszcze bardzo bardzo długo (o ile w ogóle!!!).
Moim zdaniem i z tego co wiem nie jestem w tym odosobniony, powstanie życie przeczy drugiej zasadzie termodynamiki która mówi że "entropia układu rośnie". Nie wdając się w naukowe wyjaśnienie - zainteresowanych odsyłam do netu, zobrazuję to przykładem spotkanym w jednym z programów na kanale Discovery.
Otóż załóżmy że DNA, które jest podstawową cegiełką życia, jest zamkiem z piasku na plaży. Ma on cztery wieże, zamek główny i mury dookoła. I teraz co jest bardziej prawdopodobnym:
1. Czy ten zamek usypany został samoczynnie przez wiatr?
2. Zrobił go mały chłopczyk bawiący się na plaży?
Dla mnie wybór jest oczywisty!

I jeszcze dwie ważne sprawy w temacie "życie".
Czy widzicie, że aby ono mogło zaistnieć w przypadkowy sposób (przyznam tu, że teoretycznie jest to możliwe! Może jak 1 do tryliona trylionów, ale jest) to musiałoby się "zacząć w bardzo wielu punkach jednocześnie", tak aby zaczęły funkcjonować łańcuchy pokarmowe.
Czy to nie byłoby dziwne? Taki dodatkowy globalny zbieg okoliczności?

No i na koniec teoria Darwina.
Czy naprawdę myślicie, że wystarczy założyć, iż kiedyś tam powstał w praoceanie pierwszy chemiczny związek organiczny i dołożyć do tego kilkaset milionów lat, by... wyszedł człowiek?
Dla mnie przyjęcie takiej tezy jest dość naiwne.
Bo... każda zmiana dokonuje się nie przez miliony lat ale w jednym pokoleniu. Następnym pokoleniu!
Dlaczegoż więc nie obserwujemy dalszej ewolucji gatunków?
Dlaczego człowiekowi nie próbują rosnąć skrzydła czy macki czy np. dwa członki w przypadku mężczyzn, dla których problem impotencji może być dokuczliwy?
Nauka nie zna takich przypadków! A zwierząt i roślin jest na Ziemi naprawdę dużo. Czy one wszystkie boją się ewoluować? Dlaczego?

Inteligencja, umysł (świadomość)
O ile powstanie życia nosi w moim odczuciu znamiona prawdopodobieństwa, czyli że mogło powstać przypadkiem, to ta dwójka jest w moim odczuciu zupełnie niewytłumaczalna.
Nikt mi nie wmówi, że jak zamknę w pokoju miliard miliardów atomów i poczekam miliard miliardów lat to potem będę mógł  zadać dowolne pytanie i tym pokoju i dostanę na nie odpowiedź.
To dla mnie niedorzeczne!

LOVE
Największa "magia" moim zdaniem.
Niespotykana wśród zwierząt. No bo czy słyszeliście by któreś z nich poświęciło własne życie aby ratować innego dorosłego przedstawiciela swojego gatunku. Tak, to się zdarza ale tylko w odniesieniu do dzieci. W świecie dorosłych nie słyszałem o takim przypadku.
Miłość i wolna wola to największe atrybuty dane nam od Boga. Bez nich życie byłoby bez sensu!

I jeszcze jeden argument "za".
Jedynie założenie istnienia Boga daje mi możliwość wytłumaczenia sobie obserwowalnej rzeczywistości.

Ta wiara... to przekonanie, daje mi też spokój i pogodę ducha!

środa, 6 maja 2015

Zbędny kupon promocyjny czyli dzielmy się niepotrzebnym

- Będziesz dziś w Wola Parku?
- Nie, nie wybieram się. A co?
- Bo mam dwa kupony promocyjne do C&A. Każdy na 25% rabatu na jeden wybrany produkt. Może byś coś sobie kupił?
- Ale ja nic nie potrzebuję. Wszystko już mam.'
- Ale to 25% mniej. Może jednak coś znajdziesz.
- A jak nie znajdę?
- To wtedy oddasz kupon komuś w sklepie. Może komuś innemu się przyda.

Obdarowany pomyślał wtedy. "Pojechać nie zawadzi. To prawie po drodze. Jadę zatem".
I tak właśnie się stało!
Jedna rzecz zotała kupiona, notabena taka, o której downo już wspomniana osoba rozmyślała (tylko przez tę głupią sklerozę o niej zapomniała), a drugi kupon trafił w ręce przypadkowej pani, która akurat się "nawinęła" w salonie C&A. Wydawała się być całkiem zadowoloną, choć na zagadnięcie nie zareagowała wcale entuzjastycznie (zwykle ludzie nie lubią być zaczepiani!).

Moi drodzy!
Jeśli coś podobnego Was spotka, czyli macie jakieś rzeczy, kupony promocyjne, czy inne korzyści, które nie są Wam potrzebna lub których nie wykorzystacie, to proszę, przekaż je innym.
Może im sie przyda.
To może wymagać pewnego wysiłku, na przykład pojechania do sklepu, skąd akurat są kupony promocyjne czy przejścia się po sąsiadach w bloku, ale zaręczam że warto. 
Nawet tylko dla własnej satysfakcji.

A powiem wam w sekrecie, ze gdyby większość ludzi tak robiła, to świat byłby o wiele lepszy.
A czyż nie byłoby lepiej żyć w lepszym święcie?


niedziela, 5 kwietnia 2015

Wielkanoc, czyl jak świętować

Na chwilę przed świątecznym wielkanocym śniadankiem chciałem powiedzieć, jak moim zdaniem powinno się świętować.
I wcale mi chodzi mi o to, żeby się nie objadać, bo to się taczej nie uda ;) ale o to żeby się dzielić z innymi. Także jedzieniem, ale przede wszystkim istnieniem, że się tak wyrażę.

W świętach oprócz radości ja widzę zawszse też nutkę smutku. Sprawiają to ludzie samotni. Tacy, co to nie mają do kogo przysłowiowej gęby otworzyć by zamienić choćby kilku słów. Oni mają to na codzień, ale myślę sobie, że w święta jest to szczególnie bolesne.
Wiem, że jest wiele akcji organizowanych prze Caritas oraz inne organizacje, a nawet restauracje czy osoby prywatne, ale nie mają one charaktru powszechego, a poza tym dają one tylko namiastkę normlanego świetowania, takiego, jakie się pamięta z dzieciństwa i za którym się tęskni.

Dlatego ja widziałbym to tak. Apel ten gównie do Chrześcijan, ale także do wszystich ludzi dobrej woli.
1. W każdej parafii powinno się znaleźć ogłoszenie, powiedzmy na miesiąc przed świętami, że orgnizowane "święta dla samotnych w domach Chrześcijan" i uprasa się zarówno jednych i drugicz (czyli tych samotych właśnie oraz tych, co to mogą samotną osobę przyjąć na tych kilka godzin do swojego domu).
2. O tym ogłosznieu powinno się informować podczas każdej ze mszy i zachęcać oczywiście do wzięcia udziału w tej akcji.
3. Na 3 dni przed świętami powinno się zebrać jednych i drugich (oczywiscie nie fizycznie, wystarczyłoby mieć ich nazwiska i adresy, tydzież numery telefonów) i odpowidnio ich sparować. Odpowidnie ogłoszenie mogłoby się znaleźć na tablicy ogłoszeń, np. w Wielką Sobotę. Wtedy wszyscy przychodzą święcić pokarmy!
4. Cieszyć się z "dobrego uczynku", bo na 100% ktoś nie pozostałbym samotnym w święta. Jeśli byłaby to tylko jedna osoba, to też warto!
5. Podsumować po 2-3 tygodniach tę akcję i zapowiedzieć że będzie ona kontynuowana w kolejnych latach.

I to wszystko.
I osobiście żarliwie bym się pomodlił, aby to się udało.

I kończąć już jeszcze tylko dwie sprawy:
1. Wesołych Świąt, moi mili. Miłości, zdrowia i radości (w takiej właśnie kolejności) Wam życzę!
2. Rok temu, w Wielką Sobotę, zrobiłem ważny, z mojego puntku widzienia wpis. Sięgnijcie do niego, bardzo proszę - http://praktykaoptymalizacji.blogspot.com/2014/04/moi-drodzy-parafianie.html

PS.
Są jeszcze bezdomni, którzy smucą mnie jeszcze bardziej. Ale o nich powiem przy okazji opisywania idee fix 3.

środa, 1 kwietnia 2015

INCEPCJA istnieje, czyli jak jednym e-mail zmienić świat

"Incepcja jest możliwa" - to zdanie wypowiada Leonardo DiCapio w filmie Christophera Nolana.
I wiecie co Wam powiem?
To chyba prawda!
Bo chyba sam doznałem takiego stanu.
Dostałem bowiem maila. Zawierał dość "interesującą" treść. Bardzo interesującą, jak to oceniłem po długiej reflekcji.
Co gorsza, czym więcej się nad nią zastanawiałem, tym bardziej mnie ona zajmowała. Ba, tym bardziej zostawałem ją porywany. Rozmyślałem nad nią kilka godzin, a potem podjąłem decyzję.
To ważna decyzją. To... zobowiązanie. Że postaram się nie dać umrzeć tej idei. Bo jest ona naprawdę wzniosłą. No i ma zwiazek z ideą naprawiania rzeczywistości. Czyli muszę ją wesprzeć. Wesprzeć z całych sił.

Co to za idea i co będę miał Wam do powiedzenia w jej temacie ujawnię 10 maj.
Tak więc zajrzyjcie do mnie tego właśnie dnia, a poznacie sposób jak będzie można zmienić rzeczywistość.
Im dłużej nad tym myślę, tym bardziej uświadczam się w przekonaniu że "to" się może udać.
Jeślibyście tylko, drodzy Internauci, wsparli tę inicjatywę.
Tak więc prosże Was - nie przegapcie 10 maja. To może być ważna sprawa w dziejach Polski.
ZAPRASZAM!

PS.
A jeśli ktoś nie widział filmu Incepcja, to osobiście go polecam. Pomimo nieco naciąganego scenariusza, film naprawdę świetny, bardzo dobrze zrealizowany. Warty zabaczenia na 120%!

czwartek, 5 lutego 2015

Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy

Dziś sprawa poruszająca wielkich i małych tego świata, w tym osobiście mnie - Konwencja Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.

Nie będę się wdawał w jałowe dyskusje, bo na pewno i tak każdy pozostałby przy swoim własnym zdaniu, ale nie mogę pozostać bierny wobec "argumentacji" pana Ziobro w programie "Kropka nad i". Otóż artykuł 12. na który tak szumnie się powoływał pan Z. mówi:


Artykuł 12
Zobowiązania ogólne
1. Strony podejmą działania niezbędne by promować zmianę społecznych
i kulturowych wzorców zachowań kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia
uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości
kobiet lub na stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn.
2. Strony przyjmą niezbędne regulacje prawne i inne środki by zapobiegać
wszystkim formom przemocy objętym zakresem niniejszej konwencji,
popełnianych przez osoby fizyczne lub prawne.
3. Przy podejmowaniu wszelkich działań zgodne z postanowieniami niniejszego
rozdziału uwzględnia się i zaspokaja specyficzne potrzeby osób narażonych na
przemoc ze względu na szczególne okoliczności oraz należy mieć na względzie
prawa człowieka wszystkich ofiar.
4. Strony podejmą działania niezbędne by zachęcać społeczeństwo, zwłaszcza
mężczyzn i chłopców, do aktywnego udziału w zapobieganiu wszystkim
formom przemocy objętym zakresem niniejszej konwencji.
5. Strony czuwają, by kultura, zwyczaje, religia, tradycja lub tzw. „honor" nie
były uznawane za usprawiedliwiające akty przemocy objęte zakresem niniejszej
konwencji.
6. Strony podejmą działania niezbędne by promować programy i działania na
rzecz pełnego wzmocnienia kobiet.
/http://www.rownetraktowanie.gov.pl/sites/default/files/zalacznik_4-_tlumaczenie_konwencji_210_final.pdf/

Po przeczytaniu tego tekstu, zakładając oczywiście że posiadam zdolność czytania ze zrozumieniem, widzę tylko 4 możliwości:
a) albo pan Z. nie przeczytał Konwencji, a w szczególności Artykułu 12.
b) przeczytał ale nie zrozumiał, a swoje stanowisko i wypowiedzi oparł na innych źródłach,
c) przeczytał i zrozumiał ale swoje stanowisko i wypowiedzi oparł na innych
d) moja wersja i wersja którą przeczytał pan Z. się różniły

Ale co to ma wspólnego z optymalizacją? 
Ano ma. Na pytanie zaś co, niech każdy odpowie sobie sam.

PS.
Na stronach sejmu - http://orka.sejm.gov.pl/Druki7ka.nsf/0/E651513809A6D5D8C1257D010031FCD9/%24File/2515.pdf
jest ta sama wersja Art.12 Konwencji.
A więc... ;)

czwartek, 1 stycznia 2015

Do Siego Roku 2015! czyli jak dotrzymać noworocznych postanowień

Kochani...
Proszę abyście przyjęli ode mnie najlepsze życzenia noworoczne:
Niech Wam się wiedzie i szczęści w całym przyszłym i wszystkich następnych latach! Aż po czasu kres... And may the foce be with you! ;-)

A teraz do rzeczy.
Wszystkich zainteresowanych moimi osobistymi "wynurzeniami" zapraszam na rpm67bp.blogspot.com , gdzie mam zamiar wspomnieć o moich noworocznych postanowieniach. Jest ich dokładnie 7.
Choć przyznam się że nie wiem czy tam się dużo treści pojawi w najbliższym czasie, gdyż znów jest kilka projektów w których "siedzę po uszy", a czasu... tylko 24 godziny na dobę ;-(

Na tych za to stronach obiecuję nie zostawiać Was na dłużej niż tydzień czy dwa.
I będą też zmiany. I to duże.
Najważniejsza będzie taka, że już nie będę się zajmował pierdołami, jak niektórzy z Was zauważyli.
A może nie tyle że nie będę się tym zajmował w ogóle, ale nie przede wszystkim.
Czyli zajmę się wreszcie rzeczami ważnymi i istotnymi dla tego świata. I poddam pod rozwagę kilka pomysłów, jak go zoptymalizować.
Pierwsze dwa wpisy (pierwszy może zaraz po święcie Trzech Króli) dotyczyć będą walki z głodem i wojnami na świecie. Bo te dwie rzeczy leżą mi na sercu od lat. Może wreszcie czas by wypowiedzieć się w tym temacie. Ba, wykrzyczeć swoje zdanie. Może choć kilka osób je usłyszy i weźmie do serca.
Pożyjemy... zobaczymy.
Zatem zapraszam za kilka dni, a teraz zmykam. Robota czaka.

Aha.
Jak dotrzymać noworocznych postanowień?
Ja mam radę następującą, którą sam zamierzam w najbliższych miesiącach stosować.
Trzeba wprowadzić system kar!
Moje będą finansowe. Za pierwsze niedotrzymanie noworocznego postanowienia wpłacę 20 zł na cel charytatywny - http://www.siepomaga.pl/ - będzie doskonałym do tego miejscem.
Jeśli "wpadka" się będzie powtarzać, każda następna kara to już 50 zł.
I zobaczymy ile "stracę" w ciągu tego roku.
Amen!


sobota, 13 września 2014

Pójdźcie o dziatki, pójdźcie wszystkie razem...

Dziś krótko i na temat życia. Drugi wpis podpowiadający "jak żyć?".


Ile powinno się mieć dzieci?

Moim zdaniem, dokładnie dwoje. 


Taka jest ilość optymalna i taka byłaby moja rada gdybym był plemiennym szamanem, czy też moralnym autorytetem.
Pytanie tylko, skąd ta liczba? Dlaczego właśnie dwoje, a nie troje czy czworo?
Ano bo...

1. Bo jeśli każde małżeństwo pozostawiałoby po sobie dwoje potomstwa, to ludność Ziemi pozostawałaby na tym samym poziomie. Inaczej albo by rosła, doprowadzając do przeludnienia, albo malała, generując problemy demograficzne.

2. Bo byłaby większa szansa na to aby każde z dzieci czuło się "równie kochane" - jedno by kochała matka (byłoby jej oczkiem w głowie), drugie ojciec. Może to tu pewne uproszczenie i generalizacja, ale takie są moje obserwacje. Bo nie wierzę iż w rodzinie z pięciorgiem dzieci, każde z ich czuje się równie kochane. Być może się mylę, ale jeśli nie... to jest to bardzo bolesne dla tego "mniej kochanego".

3. Bo wychowanie każdego dziecka to ogromny wysiłek intelektualny i finansowy, wiec na wielodzietne rodziny powinni sobie pozwalać tylko tzw. zamożni rodzicie.

Sądzę, że te trzy powody to aż nadto, dla takiego podejścia do tego tematu.
Może da to Wam do myślenia!
I w stosownej chwili pomyślicie np. o prezerwatywie ;-)


czwartek, 11 września 2014

To co najważniejsze - real LOVE

Dziś coś naprawdę ważnego. Ba, najważniejszego w życiu, moim skromnym zdaniem.
Wpis ten też rozpoczyna dział "jak żyć"? Bo to też można zoptymalizować, czytaj poprawić.

A więc... jak żyć?
Już odpowiadam: "prosto, uczciwie, z miłością i pasją."
I myślę, że tak właśnie powinien odpowiedzieć pan Premier zapytany kiedyś o to przez pewnego plantatora papryki.


Od zawsze wiedziałem, że miłość, to znaczy prawdziwa miłość, jest w życiu najważniejsza.
Było to dla mnie jasne jak słońce od chwili kiedy przeczytałem Mistrza i Małgorzatę Bułhakowa.
Zawsze też stosowałem się do tej zasady. Dlatego "moje dziewczyny", czy też inaczej mówiąc "zakochania" można policzyć na palcach jednej ręki. 
Czy było warto? 
Było! Oj było!!! 
Bo nie liczy się ilość ale jakość! Czyż nie lepiej mieć jednego Bentley'a czy dwadzieścia polonezów?
Odpowiedź jest chyba oczywista.


Pytanie tylko, jak ją znaleźć. To proste, trzeba szukać. I nie angażować się w związki, które z prawdziwą miłością nie mają nic wspólnego.

Dlatego jeśli nie macie aktualnie real LOVE, to szukajcie. Wszędzie! A jeśli już ją znajdziecie, będziecie wiedzieć, że to Ona. Nikt ani nic nie będzie musiało tego udowadniać. Będziecie to czuć w każdej komórce Waszego organizmu.

POWODZENIA!!!
Trzymam za Was kciuki.