Translate

sobota, 23 grudnia 2017

Boże Narodzenie A.D.2017

Witajcie Moi Drodzy,

Wiem, że już dawno nic nie publikowałem. Nie czas tu i miesjce pisać dlaczego tak się stało.
Bo dziś... pora na życzenia świąteczne.

Życzę Wam wszystkim przede wszystkim zdrowia i pogody ducha, bo to są wartości chyba najważniejsze. Choć nie, najważniejsza jest miłość, ale o nią dla Was się nie martwię. Jeśli tylko będziecie wytrwali i otwarci, na pewno do Was przyjcie. Ta prawdziwa i jedyna. Ta, dla której warto jest żyć i czekać. Ta... REAL LOVE.

I niech jutrzejszy dzień, czyli Wigilia świąt, przypomni nam, skąd to wszysto mamy. Mamy to bo żyjemy. I to jest najwyższy z darów. No może poza wolną wolą :)

Zatem raz jeszcze: zdrowych, radosnych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia. I Do Siego roku 2018. Niech Wam się wiedzie przez te kolejne 12 miesięcy.


Pozdrawiam serdecznie w ten deszczowy przedwigilijny dzień,
Robert Piotr (Marek) Młynarczyk

sobota, 12 listopada 2016

Dobra ankieta czyli marketingowcy do roboty!

Dziś o dobrej ankiecie w kontekście badania opinii klientów.
Generalnie nie stronię od ankiet, a nawet chętnie je wypełniam, nawet za darmo. Właśnie miałem okazję takową wypełnić. Zostałem do niej zaproszony będąc na zakupach w jednym z marketów budowlanych. Miła pani wręczała przy wejściu malutkie ulotki o tym informujące.

I tu pierwsza uwaga, czy też pretensja (wszak jak tak "lubię" się czepiać).

Ulotka nie była profesjonalna! Jedyne co można pochwalić to jej kolorystyka, która odpowiadała brandingowi firmy. Ale wszytko inne... do kitu. No może kilka teksów można by uznać za poprawne, ale za niedopuszczalne uznaję:
- wielkość ulotki: wysokość 6 cm, długość od 82 do 90 mm !!! – w moim odczuciu zdecydowanie za mało
- nierówno poucinane brzegi, co sugerowało, że została ona wycięta nożyczkami z większego szablonu
- mikroskopijna informacja tekstowa o nagrodach – to że jest do wygrania „100 zł dziennie” i „2000 zł raz w miesiącu” dopatrzyłem się dopiero po dobrych kilku sekundach, a wysokość wyrazów o tym mówiących to jeden milimetr  (z dokładnością do działki mojej linijki).
Jednym słowem... „nie najlepiej”, żeby nie powiedzieć „żenada” ;-)
Ale ale, to jeszcze nie koniec moich pretensji.
Bo wypełniłem w Internecie stosowną ankietę (ta była całkiem poprawna, widać przygotowana przez specjalistów – ich logo znalazło sie zresztą na wspomnianej wcześniej ulotce), ale co zobaczyłem na jej koniec było „dużym zaskoczeniem”. Były to miłe słowa podziękowania za wypełnienie ankiety, czyli:
Dziękuję uprzejmie za poświęcony czas.
Każdą Państwa opinię wezmę pod uwagę, aby w przyszłości zapewniać jeszcze lepszą ofertę i obsługę. 
Pozdrawiam i do zobaczenia.
/i tu nazwisko dyrektora sklepu w Warszawie/
któremu towarzyszyło zdjęcie pana dyrektora. I to tego zdjęcia mam właśnie pretensji. Bo rzeczony pan wyglądał smutnawo, jakby był zatroskany. Jakby mówił z ekranu: „nie wyrobię cyfry w tym miesiącu, bo zrobiłeś zakupy tylko za 24,70 zł” (taka była wartość mojego paragonu). 
Czy to najlepszy przekaz?
Czyż nie lepiej żeby buźka była uśmiechnięta, pozytywna...?
Oj lepiej, powiadam Wam! Lepiej.
To wręcz konieczne dla tworzenia dobrego wizerunku firmy.
Bo czyż chcemy mieć wrażenie że pracują tam ludzie nieszczęśliwi.
Wątpię!


Dlatego, jeśli planujecie podobną akcję marketingową, to proponuję dwa wyjścia:

 A.
Jeśli macie mało kasy to zróbcie co tylko można sami, ale czego nie można, to powierzcie to profesjonalistom. Jednak dobrze się zastanówcie nad podziałem pracy, gdyż ma to naprawdę duże znaczenie.
B.
Wynajmijcie profesjonalistów, choć  im też czasami trzeba „patrzeć na ręce”. No bo weźmy tę profesjonalną firmą od internetowych ankiet. To przecież oni wsadzili nieodpowiednie zdjęcie dyrektora do finalnego podziękowania. Tak więc ktoś od nich nie zwrócił na to uwagi, względnie się bał to zrobić. Ale w takich sprawach nie wolno się bać. To duże przewinienie. No chyba że... i to jedyna możliwość usprawiedliwiająca, że dyrektor uparł się jak osioł żeby właśnie tego zdjęcia użyć. Aaaa... to przepraszam, wtedy to jego wina. Ale tylko wtedy!
Bo pamiętajmy, że większość informacji dociera do nas poprzez wzrok. Powiada się że to nawet do 80%.

Chyba warto tu przytoczyć fragment jednego z moich poprzednich wpisów, dokładniej z 05-08-2014. Napisałem tam m.in.:

Zatem... do wszystkich, którzy szastają swoim wizerunkiem.

1. Jeśli stać cię na ulotki za kilkaset złotych lub więcej, to powinno cię też stać na "profesjonalnego"  fotografa, który cyknie fotki zawodowo!
Słowo "profesjonalnego" specjalnie zostało ujęte w cudzysłów, żeby podkreślić iż nie musi to być fotograf, który z tego żyje, bo taki to weźmie za sesję pewnie minimum 5 stów. Wystarczy, że ktoś będzie miał pojęcie o fotografii, a na pewno będzie miał lepszy sprzęt niż najprostszą idiotkamerę czy telefon komórkowy (niektóre wspomniane wcześniej zdjęcia wyglądały właśnie tak, jakby takim sprzętem je zrobiono!)

2. Jeśli nie stać cię na jw., zrób sobie kilkanaście lub kilkadziesiąt zdjęć (najlepiej w różnych warunkach, różnym sprzętem i przez różne osoby!) i wybierz najlepszą fotę.

3. Staraj się podczas fotografowania mieć miły wyraz twarzy. Uśmiechnij się, po prostu. Jeśli masz z tym trudność to zwizualizuj sobie, że wygrywasz szóstkę w totka lub przypomnij sobie jak spoglądałeś/-aś na swoją pierwszą sympatię. To powinno pomóc.


 Oto więc moje rady na wypadek gdybyście wybrali wariant A.
- ulotka powinna w czytelny sposób przekazująca swoje najważniejsze treści i dobrze przy tym wyglądać (nie za mała, profesjonalnie wydrukowana i obcięta, koniecznie z firmową kolorystyką i logiem)
- wszystkie pytania ankiety muszą być przemyślane i precyzyjne (to niby oczywista oczywistość, a jednak nie wszyscy o tym pamiętają)
- jeśli ulotka czy ankieta ma jakieś ekstra dodatki, np. zdjęcia, to musza one odpowiadać celowi ich użycia.
A właśnie!!! Bo może moje poprzednie słowa o kiepsko wybranym zdjęciu opierało się na niewłaściwym założeniu? Może „twórcy” ankiety chcieli wywołać w odbiorcy (wypełniających ankietę) poczucie współczucia w stosunku do dyrektora i w ten sposób zachęcić do zakupów.
Jeśli tak było, to im się perfekcyjnie udało!

Tak czy siak, dla tych wszystkich, którzy coś chcieliby realizować swoim sumptem lub kontrolować wynajętą agencję, a nie czuli się zbytnio na siłach aby sami to robić, oferuję swoją pomoc. W Warszawie osobistą (ale tylko po 17:00 lub weekendami), z innych miejsc zdalną. 
Jeśli tylko „zleceń” nie będzie zbyt dużo obiecuję że będziecie mogli na mnie liczyć.

Nie myślcie tylko, że będę Wam poświęcał swój czas bezpłatnie.
Każda rozpoczęta godzina mojej „konsultacji” to 100, 200 lub 300 zł (przy czym cena zależy od tego czy firma jest duża czy mała - ocenię to osobiście po wyglądzie strony internetowej zleceniodawcy), przy czym płatność będzie podzielona na dwie części:

- 50% na rzecz organizacji pożytku publicznego wskazanej przez Zleceniodawcę
- 50% na rzecz organizacji pożytku publicznego wskazanego przez mnie.

Zaprasza do współpracy!


A jako ilustrację omawianego tematu pewna infografika "skradziona" z netu:


sobota, 28 maja 2016

Wegetarianizm


Dziś wielkanocne żniwo – książka, która mi wpadła wtedy w łapy, czyli „700 przepisów kuchni wegańskiej” pani Agnieszki Biernat.
Pozwolę sobie zacytować małe, co nie, co z tej pozycji znajdujące się na początku jej treści. Książka, co prawda wydana została w roku 2002, ale myślę, że nie zmienia to zasadniczo przytoczonych poniżej faktów. Jest to wybór tych oczywistych faktów. W książce jest ich zdecydowanie więcej.
A więc tak…

/cytuję/

Liczba ludzi na świecie, którzy umrą w wyniku niedożywienia w tym roku: 20 milionów.
Liczba ludzi, których można by nakarmić do syta, gdyby Amerykanie ograniczyli spożycie mięsa o 10%: 100 milionów.

Odsetek kukurydzy uprawianej w USA, spożywanej przez:
- ludzi: 20%
- zwierzęta hodowlane: 80%

Odsetek owsa uprawianego w USA zjadanego przez zwierzęta hodowlane: 95%
Odsetek białek marnowanych w cyklu przetwarzania ich w białka zwierzęce: 90%

Ilość ziemniaków, które można wyprodukować na 0,4 hektara ziemi: 18000 kg.
Ilość wołowiny, którą można wyprodukować na 0,4 hektara ziemi: 112,5 kg  (160 razy mniej !!!)
Odsetek ziemi uprawnej w USA przeznaczonej na produkcję wołowiny: 56%.

Ilość zboża i ziaren soi potrzebnych do wyprodukowania 1 kg mięsa wołowego z hodowli fermowej: 12 kg

Do wyprodukowania kilograma mięsa potrzeba średnio 19 000 litrów wody. 
Dla wyprodukowania kilograma pszenicy potrzeba 190 litrów wody (100 razy mniej!!!).
Ilość ekskrementów produkowanych przez inwentarz żywy w USA: 20-krotnie większa niż cała ludność tego kraju.

Przeciętne ryzyko śmierci na zawał serca w USA (a jest to najczęstsza przyczyna śmierci): 50%
- u Amerykanina nie jedzącego mięsa: 15%
- u Amerykanina nie jedzącego mięsa, jajek i nabiału: 4%
Konsument ponad połowy wody używanej do różnych celów w USA: hodowcy zwierząt i przemysł mięsny.


Ilość wody potrzebnej do wyprodukowania funta (ok. 0,45 kg) pszenicy: ok. 114 litra.
Ilość wody potrzebnej do wyprodukowania funta (ok. 0,45 kg) wołowiny kalifornijskiej: ok. 22750 litrów (200 razy więcej!!!).

Ilość kalorii pochodzących z paliw kopalnych potrzebnych do wyprodukowania:
- 1 kalorii białka z wołowiny: 78 kalorii
- 1 kalorii białka z soi: 2 kalorie (39 razy mniej!!!)

Liczba zwierząt zabijanych na mięso w ciągu 1 godziny w USA: 660 000.

Zawód o najwyższym wskaźniku rotacji w USA: pracownik rzeźni.
Najbardziej niebezpieczny zawód (pod względem zranień, obrażeń i wypadków przy pracy) w USA: pracownik rzeźni.

Podsumowując, ograniczanie spożycia mięsa do minimum i późniejszy wegetarianizm, to optymalne sposoby odżywiania dla człowiek. Nie mam co do tego żadnej wątpliwości.
I to właśnie Wam rekomenduję!


PS.
Ideę wegetarianizmu niesie też chrześcijański dekalog. Wszak 5. przykazanie to: "nie zabijaj". Nie mówi ono: "nie zabijaj ludzi". A więc...

sobota, 7 maja 2016

Mikołajek w kinie


Byłem jakiś czas temu w kinie na najnowszej części Gwiezdnych Wojen czyli na Przebudzeniu Mocy. Film fajny, naprawdę mi się podobał, choć z dubbingiem, ale nie o tym chciałem.
A chciałem o zachowaniu naszych mikołajków, naszej… przyszłości – dzieci, tudzież ich rodziców.
Po pierwsze ktoś z widzów, i mogę się założyć o sporą sumkę, że to jakieś dziecko było, wywaliło całą pokaźną tackę z nachos’ami i przynależnymi im sosami na podłogę. Aż żal mi się zrobiło, jak całe to pobojowisko zobaczył młodzieniec z ekipy sprzątając. Nie zazdrościłem mu, oj nie!

Ale to drobiazg, idźmy dalej.
Nie mam nic przeciwko temu – to normalne, że z ust któregoś z rodziców padło na początku filmu „dawno dawno temu, w odległej galaktyce…” Ale po kilku minutach to się skończyło, wszak była to wersja z dubbingiem.
Ale to że jakiś szkrab w jednej z kluczowych scen filmu powiedział „zaraz zginie Han Solo”, to już się „zdegustowałem”.
Ale najbardziej wkurzające było to, że jakieś dziecko, które siedziało za mną, cały czas kopało w mój fotel, znacznie odbierając mi przyjemność oglądania filmu. I zaręczam nie było to przez pięć minut, czy kwadrans, ale od pierwszej do ostatnie sceny co kilka sekund w moje oparcie lądował solidny kopniak, który dało się wyraźnie odczuć. Zgroza!

I jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że siedząca obok matka (chociaż nie, nie wiem czy to była matka, ale kobietą raczej była na pewno) tego nie widziała!  Gdzie jej obserwacja i wzięcie odpowiedzialności za to co robi dziecko znajdujące się pod jej opieką?!? 
W głowie mi się to nie mieści.

Przez pewną część filmu zastanawiałem się czy nie wstać, podejść do tego bachora (choć to słowo ma zupełnie inną etymologię niż by się należało spodziewać) i powiedzieć tak: „jak nie przestaniesz kopać w mój fotel, to tak dostaniesz w baniak, że popamiętasz do końca życia”, ale tego nie zrobiłem. I to bynajmniej nie ze strachu. Uznałem, że technicznie jest to niemożliwe do przeprowadzenia. Fotele są wysokie, w kinie jest bardzo głośno, są widzowie, którzy chcą w spokoju oglądać projekcję. Wątpliwe aby moje działania były skuteczne, a na pewno nie optymalne.

Co więc zrobiłem, a właściwe zrobię?
Otóż, przy najbliższej nadarzające się okazji (myślę że nawet dziś) wydrukuję sobie wizytówki, na których awersie będzie moje logo i nazwa domeny internetowej bloga, a na drugiej stronie zdanie: „Ludzie nie lubią być pouczani, ale…………………. „ I będę wykorzystywał taki kartonik na zostawienie informacji osobom, co do których zachowania mam zastrzeżenia. Czyli uważam je za nieprzemyślane tudzież nawet głupie.
I następnym razem w podobnej sytuacji w kinie, taka mama dostanie karteczkę podczas seansu treść: „Ludzie nie lubią być pouczani, ale za dziecko trzeba brać odpowiedzialność więc nie powinno się pozwalać aby kopało w fotel siedzącego przed nim widza".
I może będzie miała latarkę w swoim smartfonie aby to przeczytać. I być może natychmiast wcielić w życie.

To tak, ku przemyśleniom.
Pozdrawiam.

PS.
A najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że dzieci uczą się zachowań od dorosłych. Czego mamy więc od nich oczekiwać jak dorosną za kilkanaście lat? Obawiam się ze w większości przypadków niczego dobrego,  niestety ;-(

A co do „moich wizytówek” to mam jeszcze 2 "zdania" do powszechnego stosowania:
- "Ludzie nie lubią być pouczani, ale jeśli dziecko wkłada do ust swoje brudne ręce tudzież inne przedmioty, to na pewno  nie jest to zachowanie korzystne dla jego zdrowia"

- „Ludzie nie lubią być pouczani, ale prawie każdy zajmujący zewnętrzne miejsce do siedzenia przyczynia się do większego tłoku w autobusie. Bo prawie każdy nawet na 2-3 przystanki by przysiadł"


czwartek, 28 kwietnia 2016

Humor z extraklasy

Witam w przeddzień piątku przed dłuuuugim weekendem.
Mam nadzieję, że przez tych kilka następnych wolnych dni uda mi się zrobić wpis albo dwa, choć mam już liczne plany. Ale liczę, że się uda.

Na dziś, coś zabawnego.
Jest to troszkę wulgarne, ale ufam, że mi to wybaczycie i że uchichracie się przynajmniej w połowie
tak, jak ja.

Zatem.... zapraszam i do zobaczenie wkrótce.
 





piątek, 18 grudnia 2015

Aniołek.pl czyli biznesowo-pożytecznie

Siedząc niedawno w Cukierni Sowa (polecam tam szczególnie lody cytrynowe i malinowe oraz torcik dacquoise - oj, wyborne są one niesłychanie!) w Centrum Handlowym Reduta, zobaczyłem pewną Aniołkę przechadzającą się niespiesznie i sprzedającą opłatek świąteczny. "Jaka piękna Aniołka" - pomyślałem i niedługo potem zdecydowałem się zagadać.

I cóż się okazało?
Otóż przemiła i wielkiej urody Aniołka działała na rzecz pewnej firmy, która część dochodu ze sprzedaży opłatków (niestety nie wiem ile, mam nadzieję, że więcej niż 5%) przeznacza na wsparcie m.in. Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii im. prof. Zbigniewa Religi.

Kiedy się o tym dowiedziałem od razu zdecydowałem się na zakup, choć jeszcze nie znałem ceny opłatka. Okazało się, że sam opłatek kosztuje 8 zł, a taki z siankiem 12 zł. Wydało mi się to nie dużo, zatem kupiłem ten z siankiem.
I jestem z tego powodu bardzo zadowolony.

Co zaś mógłbym zasugerować wszystkim Aniołkom działającym w takiej formule (czyli przeznaczającymi część zysków na cele charytatywne), a właściwie ich mocodawcom?
TRZEBA O TYM FAKCIE KONIECZNIE INFORMOWAĆ!
Bo jestem pewny, że gdyby ludzie o tym wiedzieli, sprzedaż byłaby od razu o 200% większa.

Tak wiec zalecam użycie np. widocznych z oddali chorągiewek z informacją i logo fundacji, którą się akurat wspiera.
I będzie git!


WESOŁYCH ŚWIĄT I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!

Aha... i zapraszam na www.aniolek.pl


środa, 21 października 2015

Partia Razem - blisko mojego ideału


Piszę posta tydzień wcześniej niż planowałem. Miał być po wyborach. Ale nie. Nie ma czasu do stracenia.
Powiem krótko.

Oddam mój niedzielny głos na Partię Razem!

Nie wszystko mi się „w nich” podoba, ale trudno, nie ma rzeczy idealnych.

Będę na nich głosował z trzech powodów:     
1. Uważam że lewica potrzebna jest w polskim parlamencie, a wolę jednak Razem niż Zjednoczoną.
2. Przejrzałem program wyborczy i stronę WWW Partii Razem, obejrzałem wtorkową debatę oraz programy publicystyczne (Nie ma żartów – Superstacja, Gość Wydarzeń – Polsat, Kropka nad i oraz Czarno na białym – TVN), przeczytałem środowy wywiad na WP.pl i... wyrobiłem sobie pogląd na tę formację.
3. Bardzo pozytywnie oceniam pana Adriana Zandberga i daję mu mój kredyt zaufania.

I powiem więcej.
Będę wspierał finansowo tę partię.
Jeśli zachcą, mogę im też oddać domenę HOIRAK.org.pl lub też ustawić na tym adresie przekierowanie na stronę Partii Razem.

Jeśli Partia Razem zmieniłaby trochę swój program, a w szczególności:
- odeszłaby od pomysłu adoptowania dzieci przez pary homoseksualne (temu akurat jestem przeciwny, choć długo się zastanawiałem, czy lepiej jak dziecko wychowuje się w domu dziecka czy u dwóch kobiet bądź mężczyzn),
- odeszłaby od pomysłu powszechnej jawności wszystkich wynagrodzeń,
- zmieniłaby projekt na swoją progresywną skalę podatkową (moim zdaniem 50% to maks),
to jestem w stanie poznać dogłębnie Partię Razem, a jeśli nic innego kontrowersyjnego nie znajdę, to głęboko zaangażować się w jej działalność. 

Mógłbym np. chodzić po ludziach i namawiać ich na oddanie głosu na partię w przyszłych wyborach. Miałem już podobne doświadczenie więc to dla mnie fraszka.

Ale moi drodzy, najważniejsze...

Idźmy na głosowanie!

I głosujmy na tego, na kogo jesteśmy przekonani oddać swój głos!!

Nie głosujmy „przeciw komuś”, głosujmy „za”!!!

Do zobaczenia w innej, mam nadzieję że lepszej Polsce. Polsce po 25. października.

"TYLKO RAZEM, BĄDŹMY RAZEM !"


PS.
1.
Jedno jeszcze słówko w sprawie tak restrykcyjnych propozycji systemu podatkowego Partii Razem. Wyjaśnił mi to pan Adrian w Polsacie. Aż szkoda że nie powtórzył tych zdań u Moniki Olejnik, gdyż raczej Kropka nad i mam większą oglądalność.
Otóż, nawet przy podatku 75% opłaca się więcej zarabiać. Bo kolejny próg płaci się przecież dopiero od dochodów po przekroczeniu poprzedniego progu.
Co więcej, i uważam to za bardzo ważne, taki podatek miałby też funkcję regulacyjną. Bo wcale nie utopijne wydaje ni się założenie, że np. przedsiębiorca "oddałby" cześć swoich dochodów pracownikom, aby nie wejść w kolejny próg.
75% czy nawet "moje" 50% to bardzo dużo. To prawda. Ale płaciłoby go bardzo mały odestek społeczeństwa, który i tak ma najwięcej. A przecież trzeba z czegoś opłacać nauczycieli czy budować drogi. Zupełnie od czapy jest więc np. propozycja pana Korwina żeby znieść podatki w ogóle.

2.
A jak ktoś spyta, a co z HOIRAK’iem?
Ano przespałem dobry moment. Bo nim się pozbierałem to zaczęły się wakacje i… dupa. 
A przez niecałe dwa miesiące nie da się zbudować ogólnopolskiej partii politycznej.
Może za 4 lata. Może... o ile Razem się nie spisze  ;-)

sobota, 17 października 2015

Zastrzyk optymizmu czyli lektura obowiązkowa

Ogłaszam wszem i wobec iż stałem się szczęśliwym posiadaczem filmu "Kraina Jutra". 

Jeśli ktoś chciałby go ode mnie pożyczyć, to zasady sa trzy: 
1.Kaucja (oczywiście podlega zwrotowi!) to 50 zł za wersję DVD i 80 zł za Blu-Ray. 
2.Czas wypożycznie ok.tygodnia. 
3.Jeśli film Waszym zdaniem był warty obejrzenia, to oczekuję, że za każdego widza 5 zeta trafi na dowolny cel charytatywny. 

Tak więc zapraszam! - zgłoszenia na fajsa albo przez mojego bloga. 
Aha... odbiór nośnika tylko osobisty w Warszawie. 

I jeszcze jedna rzecz, aby nie zawracać głowy. 
Film to bajka, ale nie tylko dla dzieci. 
MOIM ZDANIEM POWINIEN GO ZOBACZYĆ KAŻDY, BEZ WZGLĘDU NA WIEK! 
A Ministerstwo Edukcji powinno dopłacać do biletów i zwalniać z lekcji. Bo superważny to obraz.

Z A P R A S Z A M !

https://www.facebook.com/robert.piotr.mlynarczyk

czwartek, 16 lipca 2015

NIE DOPALACZOM!!!


NIE DOPALACZOM!!! czyli jak rozwiązać problem nie dający się rozwiązać.

Dziś pomysł zasłyszany u miłego pana noszącego rzadkie imię Witalis – jak rozwiązać nierozwiązywalny problem z dopalaczami?

Z tego co się słyszy, największym problemem z dopalaczami jest to, iż prawo nie nadąża za producentami, którzy tworząc coraz to nowe substancje grają na nosach legistratorom usiłującymi możliwie szybko umieszczać na właściwych listach substancji niedozwolonych nowe środki psychoaktywne lub ich składniki, tak aby policja i Sanepid mogli znajdować i wycofywać je ze sklepów.

Wojna ta jednak z góry jest skazana na niepowodzenie, no chyba że zrobi się tak, jak zaproponował pan Witalis.

Otóż, zamiast tworzyć listę substancji niedozwolonych, należy stworzyć listę substancji dozwolonych. I powiedzieć, że tylko takie produkty, które złożone są z substancji dozwolonych są legalne na Polskim rynku. A te co nie, to oczywiście nie.

Czyż to nie prosty, a genialny pomysł?
Zwłaszcza, że lista substancji bezpiecznych jest prawdopodobnie znana od dawna, bo wykorzystywana przez producentów żywności.
Proste?
Bardzo proste!!!


I na koniec wakacyjna, choć nie tylko ;-) fotka 



poniedziałek, 22 czerwca 2015

Systemy - zasada podstawowa

Dziś znów oczywista oczywistość. Przynajmniej dla mnie.

Otóż, każdy system powinien być stworzony po to, aby działał. Dla mnie to zasada podstawowa.
Tworzenie bytów, w tym systemów, które nie mają użycia (nie działają) jest bez sensu.
Oddzielną kwestią jest to, aby system był zaprojektowany optymalnie. To temat na potężną książkę. Kiedyś już zacząłem ją pisać, ale... zaprzestałem licząc, że uda mi się lepiej spieniężyć swoją wiedzę ;-)

Zilustrujmy więc zasadę podstawową przykładem prosto z życia.
Poniżej fotka przedstawiająca wejście do gabinetu jednego z lekarzy.
Popatrzmy co na niej widać.


Jest tu tabliczka z numerem pokoju oraz druga tabliczka na nazwisko i być może specjalizację lekarza (niestety pusta). Jak na razie nie ma do czego się przyczepić. Ale popatrzmy nad drzwi. Są tam dwie "żarówki" (nie wiem jak to inaczej nazwać; może "światełka") z napisami "WCHODZIĆ" oraz "NIE WCHODZIĆ".
I teraz mała zagadka. Co ma zrobić pacjent, który podejdzie pod te drzwi i chce się dostać do lekarza, a żaden z napisów się nie świeci? - czyli tak, jak na fotografii. Ma pukać (wchodzić) czy nie?

Jak widać ten system NIE DZIAŁA!!! Bez sensu więc było jego wprowadzenie.

Nie będę rozwodził się nad przypadkami pracy tego "systemu". Lepiej od razu napiszę jak ja bym to zrobił.
Otoż ja... zrobiłbym tylko jedno światełko z napisem WCHODZIĆ!
To by załatwiło wszystkie przypadki, a poza tym:
- byłoby najprostsze w komunikacji dla pacjenta
- byłoby najtasze w instalacji i eksploatacji
- byłby to układ z najprostszym sterowaniem (niestety czynnik ludzki też tu by był)
- byłby to układ najprostszy a przy tym realizujący funkcję informowania pacjentów kiedy mają wchodzić (oczywiście jeśli działałby w gabinecie lekarza pstryczek, a lekarz by go właściwie używał)


PS.
A co zrobił "pacjent" stojąc przed drzwiami i wyborem wejść czy nie? Otóż zapukał i wszedł. Ale zaraz usłyszał: "proszę nie wchodzić, mam teraz pacjenta". Czy to nie zabawne?

piątek, 19 czerwca 2015

Słodka Athena czyli jak walczyć ze zwątpieniem

Witajcie po dłuższej przerwie.

Dziś krótko o trudnym czasie zwanym zwątpieniem.
Trafiło się ono i mnie.
Powodów było parę, ale nie będę się nad nimi rozwodził. Powiem tylko, że mam to już za sobą.

A jak udało mi się powrócić do entuzjastycznego optymizmu?
Otóż obejrzałem bardzo fajny film, który nastroił mnie bardzo pozytywnie. Kraina jutra mu było, a tytuł oryginalny to Tomorrowland.

Polecam Wam ten obraz, jeśli tylko zniesiecie bajkę dla dużych i małych natury science fiction.
Film jest moim zdaniem świetny - bardzo mi się podobał. Tak bardzo że jak tylko będzie dostępny na DVD, to już pierwszego dnia sprzedaży pobiegnę go kupić. I będę go oglądał nie rzadziej niż raz na miesiąc. Bo nastraja on mnie nadwyraz optymistycznie i daje nadzieję, że moja "praca' nie idzie jednak na marne.

Tak więc deklaruję, że niedługo będą nowe wpisy na moich blogach i że nie umarła we mnie idea HOIRAK'a (a mało brakowało!).

Zatem bywajcie i... do zabaczenie w kinie ;-)

P.S.
A o co chodzi z tą słodką Ateną? A właściwie Atheną? Aaaa... to już musicie zobaczyć i ocenić sami idąc na Krainę jutra. Gra ją tak słodka dziewczynka, że w swojej słodkości może mieć tylko jedną konkurentkę - Dakotę Blue Richards w filme Złoty kompas. Taka jest przynajmniej moja skromna opinia.
Tylko obejrzyjcie wersję dubingowaną, bo jest on idealny. Trudno mi sobie wyobrazić żeby mógł być lepszy.

środa, 13 maja 2015

Multi multi loteria czyli brawo dla Totalizatora Sportowego

Jako zwolennik wykorzystywania wszelkich szans dawanych przez Los, biorę często także udział w różnorodnych konkursach czy loteriach. Zwłaszcza jeśli nie wiąże się to z większym wysiłkiem niż chwila poświęcona na "działania" w Internecie.

Tak jest właśnie z loterią "Multi multi" Totalizatora Sportowego promującą jedną z gier tego narodowego monopolisty.
Loteria jest naprawdę świetna! Chyba najlepsza jaką widziałem w ogóle i jaką Totalizator przeprowadził (bo to nie pierwsza taka ich "akcja").


Jej zalety to:
1. Dostęp do ewentualnych wygranych praktycznie za darmo (warunek trzeba pobrać specjalny, promocyjny kupon przy okazji zawierania gier lotto).
2. Bardzo dobra strona komunikacyjna dla graczy - świetny serwis internetowy (przejrzysty, prosty, funkcjonalny).
3. Niespecjalnie długi i zrozumiale napisany regulamin.
4. Dodatkow bonusy dla graczy (czasami pojawia się możliwość uczestnictwa w krótkim sondzie o Multi multi - po udzieleniu 4 prawidłowych odpowiedzi dostaje się bonus extra 10 kredytów).
5. Atrakcyjność nagród (jeden z samochodów ma wartość powyżej 80 tys. zł!!!).
6. Różnorodność nagród - można sobie wybrać "walkę" o zegarek czy mikser, notebook, lustrzankę... na samochodzie kończąc.
7. Moim zdaniem bardzo skuteczne promowanie gry Multi multi.

Ale jest też kilka wad, które pozwolę sobie wytknąć. Robię to w nadziei, że następna loteria będzie już idealna ;-)
1. Jest ograniczona tylko do osób mających dostęp do Internetu. Moim zdaniem możliwość udziału powinna być też dostępna za pomocą SMS. Przy czym oczywiście nie za cenę np.1,23 zł, ale za stawkę normalnej opłaty wiadomości tekstowej.
2. W regulaminie loterii oprócz wartości poszczególnych nagród powinna być podana także ich specyfikacja (choćby podstawowa)
3. Po zgłoszeniu (akceptacji) nagrody pojawia się komunikat informacyjny o grze Multi muli - vide foto poniżej. Moim zdaniem tekst ten powinien być uzupełniony o informację co do kosztu zawarciu takiego przykładowego zakładu. Czyli na przykład "... za co zapłacisz 10 zł".


Ale jak widać zalet jest więcej niż wad i są one dość drobne, zatem szczerze gratuluję i... zapraszam do tej zabawy. Chociaż to zmniejszy moje szanse na moją wygraną ;-)

niedziela, 10 maja 2015

HOIRAK - szansa dla Polski?

HOIRAK czyli incepcja urzeczywistniona

Dziś kontynuacja tematu z 1. kwietnia – zaszczepienia w moim umyśle pewnej idei. 
Było to co prawda w Prima aprilis ale bynajmniej nie potraktowałem tego jako żartu. Wręcz przeciwnie. Spawa jest nad wyraz poważna.
Niech o jej poważnym traktowaniu świadczy fakt, iż na rozmyślania poświęciłem kilka ładnych godzin, a 03-04-2015 zarejestrowałem domenę internetową HOIRAK.org.pl

Ale zacznijmy od początku. Od dwóch znaczących faktów.

Po pierwsze popatrzmy na frekwencję z wyborów parlamentarnych od 1989 roku (dane za Wikipedią):
1989 - 62,7%
1991 - 43,2%
1993 - 52,1%
1997 - 47,9%
2001 - 46,2%
2005 - 40,5%
2007 - 53,8%
2011 - 48,9%

Jak widać od 1991 roku (tylko w pierwszych wolnych było ponad 60%!)  głosuje mniej więcej połowa uprawnionych Polaków.
Z tych 50 procent przypuszczam, że jest do 10 procent ludzi, którym głosowanie może „sprawić trudność”. Na przykład ze względów zdrowotnych (nie mają siły pójść na głosowanie), czy też mieszkają w innej miejscowości niż są zameldowani i „brakuje im czasu”, aby przenieść się do innego okręgu wyborczego.
Pozostaje jakieś 40% innych osób. Ich można podzielić na dwie grupy. Tych, co nie wierzą w jakiekolwiek zmiany – uważają, że ich głos jest nieważny, bo nic nie zmieni. Oraz tych, co mają... wszystko do dupie. Czyli im to już jest zupełnie wszystko jedno.

Jest jeszcze drugi fakt. Niezaprzeczalny.
Że są ludzie, który chcieliby ten fakt zmienić. A więc zwiększyć frekwencję do np. 70 czy też 75%. Tyle byłoby bardzo przyzwoicie, nieprawdaż?
Znam przynajmniej dwie takie osoby. Jedną jestem ja sam – i dlatego podjąłem się tej "walki", drugą nieznany mi „typ” podpisujący się „Chojrak Polski”, który zagadał mnie na Facebooku.
Myślę, że takich osób, ba, jestem tego całkiem pewny, jest o wiele wiele wiecej.
Zatem.... 
D O   D Z I E Ł A! 
P O W S T A Ń M Y !!!

Oto, co już jest:
- domena HOIRAK.org.pl
- strona blogowa - http://hoirak.blogspot.com/
- profil na fajsie (niestety nie znam jego adresu sieciowego, ale można go odszukać wpisując w pole wyszukiwania „hoirak.org.pl”)
- ja, jako ktoś, kto postara się rozkręcić tę inicjatywę. Niestety, Chojrak Polski zrezygnował z udziału w tym przedsięwzięciu. No chyba, że szukał tylko jelenia, który zrobi za niego tzw. brudną robotę.
Jeśli tak, to... znalazł. Idealistę... naiwnego, czyli mnie właśnie!  ;-)


Czy ma być HOIRAK? Jakie są jego zadania?
I to jest najciekawsze w całej tej historii. Otóż, nie wiadomo czym on będzie. Może być zupełnie czym innym, niż zakładał to wspomniany wcześniej dziwny, anonimowy jegomość z Internetu.

W jego opinii i tak też są wstępne założenia, HOIRAK to „Historyczna Ogólnopolska Inicjatywa Reformująco-Aktywizująco-Kichając”. Czyli partia pod tę nazwą, która miałaby za zadanie odmienienie sceny politycznej w Polsce. Nie chodzi przy tym o kolejną partię jakich wiele, ale o... zupełnie nową jakość. I to w każdym aspekcie działania.

Co do ewentualnie propagowanych przez HOIRAK idei, to w zamyśle Chojraka Polskiego powinno to być mniej więcej tak jak poniżej. Ale to tylko wstępny plan. Jeśli twórcy ruch uznają, że inny „program” przekona do nich co najmniej 15-20% społeczeństwa, to modyfikacje są jak najbardziej możliwe, a nawet pożądane.


Zatem główne założenia (idee) HOIRAK'a to:

1. Żadnych obietnic wyborczych, żadnego populizmu!
Chociaż nie, może jedna obietnica by się znalazła. Że partia starałaby się działać dla dobra Polski. Nie pojedynczych osób czy nawet całych grup (wyborców), ale dla „dobra systemu”, czyli całej Polski i to koniecznie w perspektywie długoterminowej, a nie tylko do następnych wyborów.

2. Byłaby to partia wolności, równości i braterstwa (solidarności)
I tu kilka punktów, które „wymyślił” Choirak:
- zdecydowane „tak” dla związków partnerskich (choć „nie” dla jednopłciowych małżeństw i adopcji przez nie dzieci!)
- zdecydowanie „tak” dla konwencji antyprzemocowej
- zdecydowanie „nie” przeciw religii w szkołach. No chyba, że lekcje dotyczyłyby nie tylko chrześcijaństwa, ale wszystkich religii (choćby tych monoteistycznych) no i etyki, jako takiej (to nie prawda, że nie dałoby się tego zrealizować bo brakuje odpowiednio przygotowanych nauczycieli. Dało by się to zrobić bez problemów!)
- zdecydowane „tak” dla równości płci i orientacji seksualnej
/Czyli jak widać chojrak jest dość lewicujący ;-)/

3. Byłaby to partia „naprawcza” dzisiejszej rzeczywistości polityczno-gospodarczej Polski
- naprawa sądownictwa i wymiaru sprawiedliwości
- naprawa czy też wprowadzenie wreszcie kontrolingu w podległych rządowi urzędach, instytucjach i firmach (koniec z kumoterstwem i brakiem profesjonalizmu!)
- naprawa prawa, zwłaszcza podatkowego (chyba każdy zgodzi się z tezą, że 120 tysięcy interpretacji ordynacji podatkowej rocznie to wizerunkowa porażka państwa)
- wprowadzenie profesjonalizacji w zarządzaniu Państwem – np. powołanie zespołu niezależnych ekspertów (np. w miejsce Senatu RP), które byłoby ciałem doradczym rządu. Centrum im. Adama Smitha znakomicie by się mogło sprawdzić w takiej roli.
- poprawa funkcjonowania służby zdrowia
- wprowadzenie odpowiedzialności osobistej za popełniane błędy czy nieprawości
- naprawa debety publicznej - zamiast przekrzykiwać się w telewizyjnych dyskusjach członkowie HOIRAK'a powinni tylko delikatnie kichać kiedy adwersarz by kłamał (i tylko wtedy, różnice poglądów nie dawałby by do tego prawa!)

4. Wprowadzenie zupełnie nowej jakość w działaniach partii i jej członków
- partia typu wirtualnego, gdzie większość działań dokonywała by się w Internecie, tzn. praktycznie bezkosztowo
- minimalizacja kosztów funkcjonowania (wszelkie nadwyżki finansowe, np. z dotacji państwowych, przekazywane byłyby na cel społeczny)
- pełen „profesjonalizm” członków partii – zero tolerancji np. dla ekscesów alkoholowych, drogowych czy obyczajowych. Członek partii musiałby też być „diamentowy”, co do swoje uczciwości
- brak wolności natury światopoglądowej. Każdy deklarowałby, to znaczy popierał wspólnie przyjęty program w momencie wstąpienia do partii. Jeśli ktoś by się „nawrócił” w trakcie kadencji sejmu, musiałby wystąpić z partii i powinien złożyć mandat poselski

5. Byłaby to partia zupełnie nowych ludzi
Być może można by się wesprzeć kimś już w polityce znanym, ale mogłyby to być tylko jednostki. A wszyscy inni powinni być nowi. Inicjatywa ta adresowana jest więc idealnie do ludzi młodych. Tych, którzy np. zaraz po studiach chcieliby się sprawdzić w polityce lub zrobić coś dobrego dla swojej ojczyzny. Wszak bierne prawo wyborcze nabywa się w Polsce wraz z ukończeniem 21. roku życia. Czy zamiast narzekania czy rewolucji nie lepiej jest dokonać zmian na drodze ewolucji? Czyż nie lepiej zostać posłem z immunitetem i wysoką pensją niż emigrować na wyspy na zmywak? 


Co zatem trzeba zrobić.
1. „Porwać” ludzi, np. studentów politologii
2. Napisać statut i program polityczny partii
3. Zebrać odpowiednią ilość podpisów
4. Zarejestrować partię
5. Rozpropagować jej idee
6. Zaistnieć na polskiej scenie politycznej.

Pierwszą z tych rzeczy zajmę się osobiście. 
Pozostałe zostawię innym. Powody tego są dwa. Po pierwsze nie zamierzam nigdy być osobą publiczną, gdyż zrujnowałby to moje dotychczasowe życie, z którego jestem całkiem zadowolony. Po drugie, nie mam na to czasu. Dużo szybciej niż ja napiszą odpowiednie dokumenty (na pewno statut) ludzie z młodszymi umysłami, którzy jeszcze dodatkowo interesują się polityką lub się nią zajmują profesjonalnie bądź na uczelni.

Tak więc potrzeba będzie na początek kilku osób, zakładam że 3-5, którzy mogliby przygotować całą tę „zabawę”. A potem już tylko spora doza pracy i odrobina przychylności losu mogłaby doprowadzić nas do sukcesu.

No to tyle na tę chwilę. Musze kończyć i gnać na głosowanie. Bo ja oddaję swój głos zawsze! Jeszcze się nie zdarzyło abym „zawiódł”.

A co do idei HOIRAK’a.
Ja już zacząłem działać. A Wy?
Zrobicie coś "z tym", czy pozostaniecie bierni?


PS.
1.
Przypuszczam że co do tego kichania w nazwie, to Chojrakowi zabrakło pomysłu jakie tam słowo wstawić aby cały wyraz (hoirak) się zamknął.
Jeśli macie inny pomysł, to oczywiście można to zmienić. Tak samo jak całą resztę.
Chociaż nie, nie wszystko. Nie przekażę domeny jakimś oszołomom, których ideą nie mógłbym się zarazić, np. skrajnym prawicowcom. Ale sprzedać tak. Cena... 100 000 zł, które przekażę na cele charytatywne.

2.
W dzisiejszych wyborach prezydenckich jest kilka osób antysystemowych, którzy być może zaistnieją na scenie politycznej Polski i będą mogli coś zmienić. Zobaczymy. Zobaczymy jaka będzie frekwencja. Jeśli znowu poniżej 60% to uważam, że HOIRAK jest jak najbardziej potrzebny.
A jak nie będzie potrzebny bo zaistnieje siła polityczna, która mogłaby dorównać siła dwu naszym hegemonom, to pomysł ten będzie tylko jednym z wpisów na moim blogu. 
Mam nadzieję że dość ciekawym i zgodnym z samą ideą optymalizacji.

3. 
Pomyślcie sami, czy to nie było by śmiesznie jakby media podawały wieści typu:
„Dziś HOIRAK zaproponował nowy gabinet” ;-)

sobota, 9 maja 2015

Bóg: rzeczywistość czy fikcja?

Oto dziś podnoszę rzucaną przez ateistów rękawicę.
Zajmę się jedną z najważniejszych spraw w życiu. Taką przynajmniej jest w moim przypadku. Zahacza ona o pytanie, jak poskładany jest świat. Jak on do diabła działa? Skąd się wziął?

Długo zastanawiałem się jak poprowadzić ten wpis. Ważny, a zarazem trudny. Z początku myślałem żeby rzucić tylko kilka haseł. Kilka myśli, które mogłyby samoistnie roztworzyć klapki "wątpiących". Potem przyszła jednak refleksja. Doszedłem do wniosku, że napiszę znacznie więcej. A wczoraj postanowiłem dodać jeszcze coś na początku, co może być przyczynkiem do powstanie nowej religii. Religii, którą można by nazwać "homo sapiens milion anno domini".
Zatem... zaczynajmy!

Jest bowiem koncepcja, według której wszystko, co się dzieje w naszym świecie można wyjaśnić bez odwoływania się do pojęcia Boga.
Ideę tę poznałem oglądając program z cyklu "Tajemnice wszechświata z Morganem Freemanem" (tytuł oryginalny "Through the Wormhole").

Otóż, w odcinku o Bogu pokazali faceta, notabene pracownika NASA, który wierzy, że jesteśmy tylko symulacją komputerową superkomputera z przyszłości. Pogląd taki oparł na bardzo prostym rozumowaniu.
Usłyszałem, już teraz można wykreować świat będącą dość dobrym odzwierciedleniem rzeczywistości - na przykład w grach komputerowych typu Sims. Ważne jest przy tym to, że moc obliczeniowa współczesnych superkomputerów dorównuje ponoć mocy obliczeniowej mózgu ludzkiego i podwaja się mniej więcej co 13-15 miesięcy. Co więc będzie za dekadę? A co za tysiąc lat? A jakiej mocy maszyny będą za milion lat? Potęga ich będzie po prostu niewyobrażalna! I nie trudno się zgodzić z takim założeniem.

Więc teraz już tylko wystarczy założyć możliwość stworzenia "elektronicznej" inteligencji (świadomości), o czym mówi się już od jakiegoś czasu, że będzie to możliwe, i dochodzimy do momentu, w którym... wszystko staje się proste. I wielki wybuch, i czarna energia, i życie. I wszystko inne, nawet opętanie przez diabła czy przeczucia, które do cholery się sprawdzają, a które przecież miewamy (nawet mężczyźni!).
Takie założenia wyjaśnia dokładnie wszystkie obserwowane zjawiska, bo wszystkie one są tylko komputerowa realizacją świadomie wyreżyserowanego świata, w którym wprowadzono odrobinę chaosu w postaci wolnej woli człowieka.
Czyż to nie cudownie proste i logiczne rozwiązanie?!?
Mnie osobiście ten pomysł bardzo się podoba.

Taaak... ta teoria jest całkiem dobra. Ma tylko jedną, acz poważną wadę. Mianowicie taką, że jeśli taki genialny algorytm generujące świadome programy czyli wirtualnych ludzi miały istnieć, to czemu miałoby to wszystko służyć?
Innymi słowy, co kierowałoby takim programistą-stwórcą, żeby stworzyć nasz wszechświat i dać nam wolną wolę. Czyżby ciekawość co z tego wyniknie? Hm... śmiem wątpić. Przecież nie każdy lubi obserwować mrówki w swoim kopcu, a jeśli nawet, to zawsze musi przyjść chwila kiedy taka "gra" może się człowiekowi znudzić.
No chyba, że nasz komputerowy "bóg" nie ma nic z człowieka!

Ta koncepcja ma jednak jeszcze jedną ważną konsekwencję.
Nie odpowiada na pytanie skąd wziął się nasz bóg-programista za powiedzmy milion lat? No skąd?
Wracamy więc do punktu wyjścia.

Czy istnieje Bóg i skąd się wziął?
Ale nim odpowiem na pytanie, dlaczego uważam że ON istnieje, zatrzymajmy się nad jego definicją.
Kogo można nazwać Bogiem?
Dla mnie musi on posiadać tylko jeden atrybut - nieograniczoną, niewyobrażalną moc. Czyli takie "narzędzie", które pozwala wywołać na przykład wielki wybuch, czy obserwowane od jakiegoś czasu oddalanie są galaktyk. Albo życie na naszej planecie.
W tym miejscu odpowiem na ciekawe pytanie "ateistów" - "czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie mógłby podnieść?". Odpowiedź brzmi: tak, może!
A jak rozwiązać ten paradoks? A prosto. Należy odnieść się do czegoś co mógłbym nazwać następstwem czynności w zdefiniowanym na daną chwilę świecie.
A więc Bóg tworzy kamień tak ciężki, że nie może go podnieść działa w określonych warunkach, które są ustalone na daną chwilę. Nie wiadomo bowiem, co będzie w przyszłości, gdyż jak powszechnie wiadomo "wszystko jest możliwe".
A więc kamień powstaje. I po chwili nasz wszechmogący Bóg siłą swoje woli (albo w jakiś inny sposób, cholera Go jasna wie) przybiera na sile, czyli tworzy inny "rodzaj rzeczywistości" i już podniesienie kamienia staje się możliwe.
Takie rozumowanie uważam za całkiem słuszne, logiczne i możliwe do przyjęcia.
Nie przeczy ono w mojej opinii zdrowemu rozsądkowi.

Jak widać z powyższego moja definicja nie zakłada konieczności aby Bóg był dobry. Hm... pomyślicie, skoro tak, to można by go też nazwać diabłem, tak?
Niech odpowiedzią na to pytanie będzie motto mojej ulubionej książki:
"... Więc kimże w końcu jesteś?
- Jam częścią tej siły, 
która wiecznie zła pragnąc,
wiecznie czyni dobro."

Podstawowym, a właściwie jedynym argumentem swojego niedowiarstwa jest dla ateistów pytanie "skąd wziął się Bóg? Bo jeśli ktoś go stworzył, to znaczy że jest wyższy Bóg, który przeczy podstawowemu założeniu Boga jako istoty najwyższej".

Ja nie wiem skąd się wziął Bóg?
Ale podzielam pogląd, że wszystko jest możliwe.
Zatem mogę przyjąć za możliwe iż Bóg istniał zawsze. Jak na przykład materia czy energia - bo skąd się ona wzięła?
Drugą możliwością jaką widzę, jest to, że Bóg stworzył się sam! Być może jest on naturalną konsekwencją "porządkowania się materii" w naszym wszechświecie. No bo czemuż by nie?
Skoro ateiści zakładają, że mózg ludzki czy takie dajmy na to DNA powstało samoistnie, to czyż nie byłoby logicznym założyć, że możliwym jest też, że na drodze ewolucji może powstać taka siła czy inteligencja, która może stworzył inny wszechświat jak Bóg właśnie? Dla mnie to całkiem przekonywująca idea.

Drugim i jedynym jaki widzę argumentem na nieistnienie Boga jest fakt iż mamy starość, choroby, wojny, nieszczęścia i inne tego typu "kiepskie" rzeczy.
Owszem mamy. Ale co z tego?
Czyż jeśli założymy na chwilę postulat istnienia Boga to nie powinniśmy założyć też, że jest on sprawiedliwy. A sprawiedliwość wyklucza interwencje boskie na szeroką skalę. Bo jeśli by do nich doszło, to musiałyby one dotyczyć wszystkich ludzi. Zatem Bóg musiałby ustanowić raj na Ziemi.
Wydaje mi się to pozbawione sensu.
Dużo prostszym i słuszniejszym rozwiązaniem jest danie człowiekowi możliwości działania (ciała i umysłu) oraz wolnej woli i sprawdzenie, co on (człowiek) z tym zrobi.

Tak więc jestem zdecydowanym przeciwnikiem opiekuńczej roli Boga. Owszem, może się to zdarzyć od czasu do czasu - np. niewytłumaczalne uzdrowieni, ale to jednak wypadki naprawdę szczególne zdarzające się kilkakrotnie w skali globu.
Moim zdaniem przyjął on rolę obserwatora. Patrzy sobie po prostu z niebios (które moim zdaniem są innymi wymiarami), co ludzie robią ze swoim życiem.
To dla mnie jasne jak amen w pacierzu.

Czyli ci, którzy obarczają Boga za nieszczęścia na świecie... błądzą po prostu.
ON NIE JEST ZA TO ODPWIEIDZIALNY!

Jakie ja mam powody by wierzyć w Boga?
Jakie są ku temu przesłanki? Bo nie dowody, gdyż takich być nie może, z oczywistego i zaplanowanego przez Stwórcę powodu.

Oto one, w kolejności narastania ich ważności. Wszystkie są one dla mnie niewytłumaczalne i kardynalne.
1. MATERIA
2. ŻYCIE
3. INTELIGENCJA
4. UMYSŁ/ŚWIADOMOŚĆ
5. MIŁOŚĆ


Materia
Jak to jest możliwe, że ona w ogóle istnieje?
Bo bez względu na to czy założymy tzw. model Bohra atomu czy Schrodinger'a, to na mój "chłopski" rozum aby elektrony mogły "krążyć" wokół jądra muszę posiadać energię. Dlaczego elektrony jej nie tracą z biegiem czasu? Skąd to niewyczerpane źródło energii?
W tym podpunkcie wspomnę tez o tzw. czarnej energii i materii? Skąd one się biorą, jaka jest ich natura?
Pomimo ogromnego poziomy wiedzy i techniki współczesnej ludzkości, ludzie nie mają pojęcia jak na to odpowiedzieć. Wniosek - są na Ziemi (czytaj w kosmosie) rzeczy, "o których się filozofom nie śniło".

Życie
To dla mnie jeszcze większa zagadka niż wspomniana powyżej czarna energia.
Bo pomyślcie, jak złożonym układem jest np. układ nerwowy człowieka czy system echolokacji nietoperza?
I że każda komórka to tak naprawdę potężna fabryka biochemiczna, której ludzie nie zbudują jeszcze bardzo bardzo długo (o ile w ogóle!!!).
Moim zdaniem i z tego co wiem nie jestem w tym odosobniony, powstanie życie przeczy drugiej zasadzie termodynamiki która mówi że "entropia układu rośnie". Nie wdając się w naukowe wyjaśnienie - zainteresowanych odsyłam do netu, zobrazuję to przykładem spotkanym w jednym z programów na kanale Discovery.
Otóż załóżmy że DNA, które jest podstawową cegiełką życia, jest zamkiem z piasku na plaży. Ma on cztery wieże, zamek główny i mury dookoła. I teraz co jest bardziej prawdopodobnym:
1. Czy ten zamek usypany został samoczynnie przez wiatr?
2. Zrobił go mały chłopczyk bawiący się na plaży?
Dla mnie wybór jest oczywisty!

I jeszcze dwie ważne sprawy w temacie "życie".
Czy widzicie, że aby ono mogło zaistnieć w przypadkowy sposób (przyznam tu, że teoretycznie jest to możliwe! Może jak 1 do tryliona trylionów, ale jest) to musiałoby się "zacząć w bardzo wielu punkach jednocześnie", tak aby zaczęły funkcjonować łańcuchy pokarmowe.
Czy to nie byłoby dziwne? Taki dodatkowy globalny zbieg okoliczności?

No i na koniec teoria Darwina.
Czy naprawdę myślicie, że wystarczy założyć, iż kiedyś tam powstał w praoceanie pierwszy chemiczny związek organiczny i dołożyć do tego kilkaset milionów lat, by... wyszedł człowiek?
Dla mnie przyjęcie takiej tezy jest dość naiwne.
Bo... każda zmiana dokonuje się nie przez miliony lat ale w jednym pokoleniu. Następnym pokoleniu!
Dlaczegoż więc nie obserwujemy dalszej ewolucji gatunków?
Dlaczego człowiekowi nie próbują rosnąć skrzydła czy macki czy np. dwa członki w przypadku mężczyzn, dla których problem impotencji może być dokuczliwy?
Nauka nie zna takich przypadków! A zwierząt i roślin jest na Ziemi naprawdę dużo. Czy one wszystkie boją się ewoluować? Dlaczego?

Inteligencja, umysł (świadomość)
O ile powstanie życia nosi w moim odczuciu znamiona prawdopodobieństwa, czyli że mogło powstać przypadkiem, to ta dwójka jest w moim odczuciu zupełnie niewytłumaczalna.
Nikt mi nie wmówi, że jak zamknę w pokoju miliard miliardów atomów i poczekam miliard miliardów lat to potem będę mógł  zadać dowolne pytanie i tym pokoju i dostanę na nie odpowiedź.
To dla mnie niedorzeczne!

LOVE
Największa "magia" moim zdaniem.
Niespotykana wśród zwierząt. No bo czy słyszeliście by któreś z nich poświęciło własne życie aby ratować innego dorosłego przedstawiciela swojego gatunku. Tak, to się zdarza ale tylko w odniesieniu do dzieci. W świecie dorosłych nie słyszałem o takim przypadku.
Miłość i wolna wola to największe atrybuty dane nam od Boga. Bez nich życie byłoby bez sensu!

I jeszcze jeden argument "za".
Jedynie założenie istnienia Boga daje mi możliwość wytłumaczenia sobie obserwowalnej rzeczywistości.

Ta wiara... to przekonanie, daje mi też spokój i pogodę ducha!

środa, 6 maja 2015

Zbędny kupon promocyjny czyli dzielmy się niepotrzebnym

- Będziesz dziś w Wola Parku?
- Nie, nie wybieram się. A co?
- Bo mam dwa kupony promocyjne do C&A. Każdy na 25% rabatu na jeden wybrany produkt. Może byś coś sobie kupił?
- Ale ja nic nie potrzebuję. Wszystko już mam.'
- Ale to 25% mniej. Może jednak coś znajdziesz.
- A jak nie znajdę?
- To wtedy oddasz kupon komuś w sklepie. Może komuś innemu się przyda.

Obdarowany pomyślał wtedy. "Pojechać nie zawadzi. To prawie po drodze. Jadę zatem".
I tak właśnie się stało!
Jedna rzecz zotała kupiona, notabena taka, o której downo już wspomniana osoba rozmyślała (tylko przez tę głupią sklerozę o niej zapomniała), a drugi kupon trafił w ręce przypadkowej pani, która akurat się "nawinęła" w salonie C&A. Wydawała się być całkiem zadowoloną, choć na zagadnięcie nie zareagowała wcale entuzjastycznie (zwykle ludzie nie lubią być zaczepiani!).

Moi drodzy!
Jeśli coś podobnego Was spotka, czyli macie jakieś rzeczy, kupony promocyjne, czy inne korzyści, które nie są Wam potrzebna lub których nie wykorzystacie, to proszę, przekaż je innym.
Może im sie przyda.
To może wymagać pewnego wysiłku, na przykład pojechania do sklepu, skąd akurat są kupony promocyjne czy przejścia się po sąsiadach w bloku, ale zaręczam że warto. 
Nawet tylko dla własnej satysfakcji.

A powiem wam w sekrecie, ze gdyby większość ludzi tak robiła, to świat byłby o wiele lepszy.
A czyż nie byłoby lepiej żyć w lepszym święcie?


wtorek, 5 maja 2015

Huzia na Józia czyli jak dobrze wypaść w debacie prezydenckiej

Dziś krótki wpis nawiązujący do dopiero co się odbyłej debaty kandydatów na urząd prezydenta RP.

Co zrobić aby dobrze wypaść w debacie?
- przygotować się merytorycznie, do czego zaliczę także, oprócz znajomości garści danych i faktów (i to tych prawdziwych, błagam!), odpowiadanie na zadawane pytania, a nie "od czapy",
- dobrze wyglądać,
- być swobodnym... rozluźnionym (może łyknąć jednego głębszego dla kurażu?),
- być... Januszem Palikotem, który z całą pewnością przeszedł profesjonalne szkolenie z mowy ciała (no chyba że jest zdolnym samoukiem).

poniedziałek, 4 maja 2015

Prawie idealne ogłoszenie czyli o czym nie wolno zapomnieć

Znów przykład prosto z życia.

Jakiś czas temu na klatce schodowej pewnego warszawskiego bloku, pojawiło się takie oto ogłoszenie:


Popatrzmy co w nim znajdziemy.
Niby wszystko "pięknie". 
Jest i kto ogłasza (pieczątkę zarządcy nieco obciąłem aby zaoszczędzić na miejscu), i czego dotyczy ogłoszenie, no i co i kiedy powinni zrobić mieszkańcy bloku. 
Ale zatrzymajmy się nad tym ostatnim. Czy rzeczywiście ogłoszenie wyczerpuje oczekiwania, co do działania mieszkańców? Czy tylko po ich stronie jest udostępnienie lokali?

Otoż nie, moi Państwo!
Bo oprócz wpuszczeniu miłego pana elektryka do chałupy, trzeba mu jeszcze udostępnić gniazdka elektryczne.
A nie jest to wszystko jedno, zaręczam.

Nie wiem jak było w innych lokalach ale na pewno w jednym z nich trzeba było przesunąć stolik, tudzież stół  z krzesłami w jadalni, no i zrobić też lekkie "przemeblowanie" w sypialni.

A wystarczyło napisać:
"Udostępnienie lokali oraz gniazdek elektrycznych obowiązkowe".

Jasne, ktoś mógłby powiedzić, że to przecież oczywiste. To prawda, ale jednak nie wszyscy o tym pomyśleli. 
Stąd ta mała podpowiedź na dziś - myślmy, co dokładnie chcemy przekazać odbiorcy. 
Im więcej będzie on wiedział, tym lepiej.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Wielkanoc, czyl jak świętować

Na chwilę przed świątecznym wielkanocym śniadankiem chciałem powiedzieć, jak moim zdaniem powinno się świętować.
I wcale mi chodzi mi o to, żeby się nie objadać, bo to się taczej nie uda ;) ale o to żeby się dzielić z innymi. Także jedzieniem, ale przede wszystkim istnieniem, że się tak wyrażę.

W świętach oprócz radości ja widzę zawszse też nutkę smutku. Sprawiają to ludzie samotni. Tacy, co to nie mają do kogo przysłowiowej gęby otworzyć by zamienić choćby kilku słów. Oni mają to na codzień, ale myślę sobie, że w święta jest to szczególnie bolesne.
Wiem, że jest wiele akcji organizowanych prze Caritas oraz inne organizacje, a nawet restauracje czy osoby prywatne, ale nie mają one charaktru powszechego, a poza tym dają one tylko namiastkę normlanego świetowania, takiego, jakie się pamięta z dzieciństwa i za którym się tęskni.

Dlatego ja widziałbym to tak. Apel ten gównie do Chrześcijan, ale także do wszystich ludzi dobrej woli.
1. W każdej parafii powinno się znaleźć ogłoszenie, powiedzmy na miesiąc przed świętami, że orgnizowane "święta dla samotnych w domach Chrześcijan" i uprasa się zarówno jednych i drugicz (czyli tych samotych właśnie oraz tych, co to mogą samotną osobę przyjąć na tych kilka godzin do swojego domu).
2. O tym ogłosznieu powinno się informować podczas każdej ze mszy i zachęcać oczywiście do wzięcia udziału w tej akcji.
3. Na 3 dni przed świętami powinno się zebrać jednych i drugich (oczywiscie nie fizycznie, wystarczyłoby mieć ich nazwiska i adresy, tydzież numery telefonów) i odpowidnio ich sparować. Odpowidnie ogłoszenie mogłoby się znaleźć na tablicy ogłoszeń, np. w Wielką Sobotę. Wtedy wszyscy przychodzą święcić pokarmy!
4. Cieszyć się z "dobrego uczynku", bo na 100% ktoś nie pozostałbym samotnym w święta. Jeśli byłaby to tylko jedna osoba, to też warto!
5. Podsumować po 2-3 tygodniach tę akcję i zapowiedzieć że będzie ona kontynuowana w kolejnych latach.

I to wszystko.
I osobiście żarliwie bym się pomodlił, aby to się udało.

I kończąć już jeszcze tylko dwie sprawy:
1. Wesołych Świąt, moi mili. Miłości, zdrowia i radości (w takiej właśnie kolejności) Wam życzę!
2. Rok temu, w Wielką Sobotę, zrobiłem ważny, z mojego puntku widzienia wpis. Sięgnijcie do niego, bardzo proszę - http://praktykaoptymalizacji.blogspot.com/2014/04/moi-drodzy-parafianie.html

PS.
Są jeszcze bezdomni, którzy smucą mnie jeszcze bardziej. Ale o nich powiem przy okazji opisywania idee fix 3.

środa, 1 kwietnia 2015

INCEPCJA istnieje, czyli jak jednym e-mail zmienić świat

"Incepcja jest możliwa" - to zdanie wypowiada Leonardo DiCapio w filmie Christophera Nolana.
I wiecie co Wam powiem?
To chyba prawda!
Bo chyba sam doznałem takiego stanu.
Dostałem bowiem maila. Zawierał dość "interesującą" treść. Bardzo interesującą, jak to oceniłem po długiej reflekcji.
Co gorsza, czym więcej się nad nią zastanawiałem, tym bardziej mnie ona zajmowała. Ba, tym bardziej zostawałem ją porywany. Rozmyślałem nad nią kilka godzin, a potem podjąłem decyzję.
To ważna decyzją. To... zobowiązanie. Że postaram się nie dać umrzeć tej idei. Bo jest ona naprawdę wzniosłą. No i ma zwiazek z ideą naprawiania rzeczywistości. Czyli muszę ją wesprzeć. Wesprzeć z całych sił.

Co to za idea i co będę miał Wam do powiedzenia w jej temacie ujawnię 10 maj.
Tak więc zajrzyjcie do mnie tego właśnie dnia, a poznacie sposób jak będzie można zmienić rzeczywistość.
Im dłużej nad tym myślę, tym bardziej uświadczam się w przekonaniu że "to" się może udać.
Jeślibyście tylko, drodzy Internauci, wsparli tę inicjatywę.
Tak więc prosże Was - nie przegapcie 10 maja. To może być ważna sprawa w dziejach Polski.
ZAPRASZAM!

PS.
A jeśli ktoś nie widział filmu Incepcja, to osobiście go polecam. Pomimo nieco naciąganego scenariusza, film naprawdę świetny, bardzo dobrze zrealizowany. Warty zabaczenia na 120%!